niedziela, 29 września 2013

Rozdział 27

** Oczami Miley **
- Niall i co teraz? - Zapytałam przerażona bo wiedziałam że Zayn nie będzie oszczędzał Harrego.
- Nic.
- Jak kurwa nic?! Nie możemy go zostawić!
- Jesteś w ciąży i nie możesz.. - Przerwałam mu.
- I co z tego? To nie choroba.
- Nie rozumiesz że jak tam pojedziemy to oni nas zabiją?!
- On nie, nie zabije nas. Gdyby chciał po prostu by to zrobił ale on chcę się pobawić.
- Nie interesuje mnie to, zostajemy tu.
- Chyba ty bo na pewno nie ja. - Powiedziałam i udałam się w stronę drzwi. Po chwili poczułam uścisk na dłoni.
- Miley!
- Spierdalaj! - Wyswobodziłam się i wybiegłam z budynku. Spojrzałam na zegarek.
- Mam czas. - Powiedziałam i pobiegłam na postój taksówek. Podałam adres Louisa. Byłam roztrzęsiona, nie ważne co się teraz wydarzy nie pozwolę skrzywdzić Harrego. Po paru minutach dojechałam na miejsce. Zapłaciłam facetowi i choć nie było to tyle ile kosztowała podróż puścił mnie. Weszłam do środka i to co zastałam.. Nie do opisania. Harry pobity, nieprzytomny siedzący na krześle, a on siedział na kanapie. Obok niego.. Ten sam przed którym Zayn mnie bronił. Pobiegłam do Harrego jednak na marne gdyż po minucie ktoś mnie odciągnął.
- Puść ją już. - Puścił mnie a wtedy Zayn podszedł i złapał mnie za podbródek.
- Wiesz że nie ładnie uciekać.. - Powiedział głaszcząc mnie po policzku.
- Wypuść Harrego!
- A co za to dostanę? - Włożył rękę pod moją bluzkę i szedł powoli w górę.
- Ja, ja zostanę.
- Dobra dziewczynka. - Chciał mnie pocałować ale odsunęłam się.
- Mogę pożegnać się z Harrym?
- My się już z nim pożegnamy. Idź na górę i przebierz się. - Bez słowa udałam się na górę. Na łóżku leżała mała torebka. Wyjęłam z niej skąpą bieliznę. Cudownie.. - Powiedziałam pod nosem. Udałam się do łazienki i odkręciłam wodę w wannie. Weszłam do środka i zwiększyłam strumień wody, rozległ się strzał.. Przesłyszałam się? Umyłam się i wyszłam z wanny. Założyłam to coś na siebie i usiadłam na łóżku. Krzyk dobiegł z dołu. Nie zastanawiając się zbiegłam na dół i zobaczyłam..

Mam nadzieję że się podoba :) Komentujcie bo dajecie motywacje ;> xx

piątek, 27 września 2013

Rozdział 26

- Przecież miałem trzymać się od niej z daleka.
- Sytuacja się zmieniła.
- No dobra ale masz jakieś wskazówki gdzie może być? 
- Na pewno jest z Niallem i raczej są w Londynie. Pewnie kupili jakieś mieszkanie.
- Kto mógł mieć z nimi ostatnio kontakt. ?
-Chyba Harry. - Już byłem pewien że będzie u Harrego lub on będzie wiedział gdzie jest.
- To jedziemy. - Wsieliśmy do auta i pojechaliśmy w stronę domu Hazzy.

** Oczami Harrego **
Siedziałem zapłakany w swoim pokoju. Dlaczego ona musi tak cierpieć? Dlaczego nie mogę jej pomóc? Jestem żałosny, powinienem ją chronić przed tym całym gównem. Moje rozmyślenia przerwał krzyk mojej babci. Zbiegłem na dół i jedyne co zobaczyłem to dwóch drani z pistoletem przy głowie mojej babuni. 
- Zbieraj się loczku. - Warknął Zayn. Spojrzałem na babcię i kiwnąłem głową. 
- Puść ją i chodź. - Powiedziałem udając się w ich stronę. Popchnęli ją lekko a babcia zaczęła krzyczeć.
- Zamknij się. - Powiedział Liam obracając broń w moją stronę. 
- Babciu nie martw się, niedługo wrócę. - Powiedziałem i podszedłem do nich. Wyszliśmy i wsialiśmy do auta.
- Czego chcecie? - Zapytałem.
- Kiedy kontaktowałeś się z Niallem lub z Miley? - warknął Liam.
- Nie wiem gdzie są i co się z nimi dzieje. 
- Kłamiesz. - Auto się zatrzymało. Wyciągnęli mnie z auta i przystawili pistolet to głowy. 
- Strzelaj, śmiało. - Zaśmiali się. 
- Mów gdzie są. 
- Głuchy jesteś? Nie wiem. - Szarpali mną.
- Mów. 
- Nie powiem wam. 
- Nie to nie. - Powiedział Zayn i wyszarpał z mojej kieszeni telefon. Wybrał kogoś numer i przystawił słuchawkę do mnie. 
- Pogadaj sobie z nim. - Zacząłem krzyczeć do słuchawki. Kiedy to Liam mnie kopał. Zayn zabrał telefon i zaczął mówić. 
- Słuchaj blondi, loczek powiedział gdzie jesteście. Mamy propozycję, przyjedzcie do domu Louisa, inaczej wasz przyjaciel nie pożyję długo, macie czas do północy. - Rozłączył się. Coś twardego uderzyło mnie w głowę i film się urwał. 

Postanowiłam dokończyć te opowiadanie i zacząć nowe ;))) Nowe opowiadanie zacznie się 05.10.2013 o ile wyrobie się z prologiem, postaciami tłem itp ;> Mam nadzieje że podoba wam się rozdział (: xx

niedziela, 22 września 2013

Nie wiem od czego zacząć. Jestem zła. Pod ostatnim rozdziałem 2 komentarze, a wiem że ludzie to czytają. Czy tak trudno wyrazić swoją opinie w komentarzu? Zajmie to maksimum 3 minuty a ja zdobędę motywacje do pisania. W tej chwili czuję się jak bym pisała dla siebie, to smutne bo staram się jak tylko mogę a i tak są tylko te 2 komentarze. Dziękuje bardzo tym osobom które wchodzą tu codziennie czekając na kolejny rozdział, dziękuje tym osobom które motywują mnie do pisania. Serio jeśli rozdział ci się nie podoba to napisz to, nie przestanę pisać bo każdy popełnia błędy i uczy się nowych rzeczy. Zostawisz swoją opinie, ja ją przeczytam i nawet jeśli będzie negatywna i tak wezmę ją do serca i postaram się pisać jeszcze lepiej. Do czego zmierzam.. Nie wiem czy będę jeszcze pisać. Nie wiem czy skończę tego imagina, tym bardziej nie wiem co z tym nowym bo wszystko było dobrze a teraz ludzie wchodzą przeczytają i idą. Rozumiem zaczęła się szkoła, mniej czasu itp ale skoro znajdziesz te 5 minut na przeczytanie moich wypocin to jestem pewna że zdążysz napisać komentarz. Nie jestem pewna ale jeśli będę musiała to usunę bloga. To tyle. xx

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 25


Włącz: http://www.youtube.com/watch?v=My2FRPA3Gf8

Jechałem do szpitala z nadzieją że tam ją znajdę. Kiedy zapytałem o nią odpowiedź babki za szklaną szybą osłabiła mnie.
- Przepraszam co? - Zapytałem.
- Odebrał ją jej narzeczony. Pan Horan o ile się nie mylę.
- Jak pan Horan?!
- Myślę że powinien pan wyjść. - Udałem się w stronę wyjścia. Stałem pod szpitalem i myślałem co dalej. Musiałem sięgnąć po najgorsze, - Liam. Wybrałem jego numer, po 2 sygnale odebrał.
- Czego?
- Może milej?
- Oo hej Zaynuś jak się masz? hahaha nie. Czego chcesz?
- Musisz mi pomóc.
- Ojoj Zayn ma kłopoty? Jak mi przykro.
- Słuchaj gówniarzu, musisz mi pomóc czy chcesz czy nie.
- A co będę z tego miał?
- Zapłacę ci.
- Kurwa ja mam kasę.
- A co chcesz?
- Załatw towar.
- Dobrze.
- Chcę pół kilo.
- Pojebało cię?! - Wkurwił mnie.
- No wiesz, takie usługi są kosztowne.
- Dobra.
- Czekaj pod Starbucksem o 18. - Rozłączył się. Spojrzałem na zegarek, 16. Tak szybko jak mogłem pojechałem do domu. Louis miał w domu pannę. A dokładnie to 3.
- Musisz mi pomóc!  - Krzyknąłem.
- Jestem zajęty.
- Widzę.
- Czego chcesz?
- Potrzebuje towaru.
- No spoko. Weź sobie. - Wskazał na torbę w rogu. Podszedłem i wyjąłem 4 małe woreczki.
- Tylko tyle?!
- A ile kuźwa chcesz?
- Potrzebuje pół kilo.
- CO?! Po chuj ci tyle?
- To nie dla mnie.
- A dla kogo.
- Dla, dla Liama.
- Tego Liama?!
- Tak, tego.
- Na kiedy? Nie wyrobie się.
- Na 18.
- W półtorej godziny mam pojechać do jebanego farmera który mieszka godzinę stąd? Nie wyrobie się. Nie da rady.
- Nie rozumiesz że ja to muszę mieć!
- Daj mu to co masz a resztę jak zrobi co chcesz.
- Nie zgodzi się.
- Zgodzi.
- Obyś miał rację. - Wziąłem torbę na ramię i powoli jechałem na miejsce spotkania.  Czekał już na mnie. Na luzie podszedłem do niego, dał mi znak żebym podał mu torbę. Zrobiłem to. Otworzył ją i spojrzał na mnie?
- Ty umiesz liczyć? To nie jest nawet 100 gram.
- Resztę dostaniesz na końcu.
- No dobra, czego chcesz?
- Musisz ich znaleźć.
- Kogo?
- Miley i Nialla.



No to mamy 25 rozdział :3 jeszcze 7 do końca ;)) Mam nadzieje że się podoba. Jeśli to czytasz to zostaw komentarz :)))) x

sobota, 14 września 2013

Rozdział 24

- Chcę zaryzykować. - Powiedziałam.
- Jesteś pewna? Jeszcze teraz możemy usunąć dziecko a potem nie będzie odwrotu.
- Nie zabiję tego maleństwa.
- No dobrze.
- Kiedy będę mogła wyjść?
- Dzisiaj jak tylko pobierzemy krew. - Ucieszyłam się, wszyscy się rozeszli a ja zaczęłam zbierać się. Pielęgniarka pobrała krew a ja nie wiedziałam gdzie iść. Zadzwoniłam do Harrego.
- Hej loczku.
- Hej! Gdzie ty jesteś?
- Odbierz mnie ze szpitala. - Powiedziałam i rozłączyłam się. Nie musiałam długo czekać. Bo 10 minutach przyjechało czerwone ferrari Nialla. Obydwoje wyszli z auta.
- Nie mogłaś zadzwonić? - Zaczął blondyn.
- Zadzwoniłam.
- Do mnie. Do mnie mogłaś zadzwonić.
- Nie ważne. - Wsiadłam na tylne siedzenie. Nie odzywałam się, po paru minutach byliśmy pod jakimś blokiem lub hotelem.
- To nie dom Hazzy. - Powiedziałam niezadowolona.
- Miley.. Ja, lepiej jak zostaniesz z Niallem. - Powiedział Harry.
- Co?!
- Nie dam ci tego co on. - Powiedział i pocałował mnie w czoło po czym odszedł.
- Ale! Harry!
- Chodź skarbie. - Powiedział blondyn i splótł nasze ręce. Weszliśmy do środka, było ślicznie jednak ja nie miałam humoru i choć Niall starał się rozśmieszyć mnie nie udawało mu się.
- Kochanie rozchmurz się.
- Nie mogę.
- O co chodzi? Możemy być szczęśliwi.
- Nie będziemy szczęśliwi.
- Będziemy.
- Nie, on mnie znajdzie i dobiję.
- Nie zrobi ci nic.
- Dobrze wiesz że zrobi. - Powiedziałam i wstałam.
- Ale Miley..
- Muszę stąd wyjechać.
- Gdzie? Nigdzie nie jedziesz.
- Muszę wyjechać z kraju.
- Znajdzie cię.
- Jak? - Spojrzałam na niego i zmarszczyłam czoło.
- Wyrzuć jebany telefon bo masz tam gps.
- Nie pomyślałam. - Wzięłam telefon i wyjęłam kartę sim, iphona wyrzuciłam przez balkon.
- Nigdzie nie jedziesz.
- Muszę stąd uciec. Muszę chronić siebie i dziecko.
- To zostań ze mną.
- Nie mogę.

** Oczami Zayna **
- Louis kurwa jak się to zepsuło?!
- No normalnie, musiała zniszczyć telefon.
- Zajebiście. Ciekawe jak ją znajdę. - Wkurwiłem się.
- Zostaw ją już.
- Nie, ona musi ponieść konsekwencje.
- Znowu ją chcesz pobić? Zabij ją i tyle.
- Musi pocierpieć. - Powiedziałem i opuściłem dom, wsiadłem do auta.


Dzisiaj taki krótki bo nie mam czasu. Postaram się dodać następny rozdział w ciągu 2 dni ponieważ muszę jak najszybciej skończyć tego imagina i zacząć pisać następnego. Mam nadzieje że się podoba ;) x

poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 23

WŁĄCZ ;)

Usiadłem na krześle obok łóżka. Miała zamknięte oczy i na twarzy jakąś maskę, złapałem ją za rękę. Maszyna z biciem serca pikała równo i powoli, tępo przyśpieszało. Wybiegłem na korytarz szukając lekarza. Co teraz? Siedzę na oddziale na prawdę chorych ludzi. Z pokoju wyszedł lekarz.
- Doktorze! - Podbiegłem do faceta w białym fartuchu.
- Proszę stąd jechać, trochę potrwa za nim partnerka wróci do domu.
- Co z nią?
- Dziecko żyję. Jednak ciąża może zagrażać jej życiu.
- Nie, to nie możliwe!
- Proszę pana, czekamy aż Miley się obudzi i podejmie decyzje.
- Nie! Jeżeli ona może umrzeć to nad czym wy się zastanawiacie?!
- Wybór należy do niej. Przepraszam muszę iść. - Odszedł. Ja wsiadłem do auta i pojechałem do domu. Przekręciłem klucz w zamku i wszedłem do środka. Nie tak wyobrażałem sobie to wszystko. Na kanapie w salonie siedział Zayn z Louisem. Zagotowałem się kiedy go zobaczyłem.
- O blondas wrócił. - Powiedział chamsko Malik.
- Spierdalaj dobra? - Powiedziałem i rzuciłem się na fotel.
- Jak będę chciał. Gdzie byłeś?
- Nie twój biznes.
- Mów kurwa.
- W szpitalu. Tak urządziłeś kobietę swojego życia..
- Co z nią?
- Tak ją pobiłeś że mało co nie straciła dziecka, plus możliwe że umrze. - Spojrzał się na mnie zdziwiony.
- To nie moja wina.
- Niee to Harry ją załatwił.
- Zamknij się.
- Dam ci radę Malik. Zostaw ją w spokoju.
- Ona jest moja.
- Jedyne co jest to twoje jaja. Ohh przepraszam nie masz ich.
- Zabiję cie gówniarzu. - Wstawał już z kanapy ale Louis go powstrzymał.
- Wyluzuj. - Próbował go uspokoić.
- Zrób z nim porządek Lou bo jak nie to ja to zrobię. - Warknął. A ja pobiegłem na górę. Wziąłem pieniądze i karty. Spakowałem rzeczy i wybiegłem z domu. Pojechałem do hotelu i wynająłem apartament. Myślałem co dalej? Co stanie się jak Zayn odnajdzie Miley? Muszę ją chronić przed tym złym światem. Rzuciłem się na łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

** Oczami Miley **
Kiedy otworzyłam oczy pierwsze co zobaczyłam to lekarze na około mnie, jeden przy mnie a inni w okolicach nóg i brzucha.
Dobrze wiedziałam że przywiózł mnie tu Niall. Bałam się że Zayn mnie znajdzie i po prostu zabiję. Chciałam żyć dla dziecka, urodzić i być szczęśliwa SAMA. Te myśli krążyły po mojej głowie kiedy lekarz po raz nie wiem który krzyknął moje imię.
- Po co pan krzyczy?
- Bo chyba mnie nie słyszałaś.
- Ohh.. Przepraszam.
- Nie szkodzi. Jak się czujesz?
- Dobrze, lecz to nie ważne. Co z dzieckiem?
- Właśnie..
- Żyję prawda?!
- Tak. Jednak problem tkwi w tym że podczas ciąży na 39 procent jest ryzyko że poronisz, a pod czas porodu jest 61 procent na to że.. - Przerwałam mu.
- Na co?! Na to że dziecko będzie martwe..? - Łzy spłynęły po moich policzkach
- Nie.. Na to że.. umrzesz.

To nie tak miało się potoczyć ;-; miało być inaczej ale nie mam weny. Mam jedynie nadzieje że wam się podoba.

Przepraszam za to że nie dodaję rozdziałów, ale po prostu nie mam czasu ani weny. Zaczęła się szkoła i do tego dostałam psa. Mam mało czasu ale postaram się dodawać co 2-3 dni ;))) xx

wtorek, 3 września 2013

Rozdział 22

Włącz: http://www.youtube.com/watch?v=VT1-sitWRtY

- Nie ważne, czekam na dolę. - Powiedziałem i zbiegłem po schodach na dół.
W drzwiach stał już Zayn, Niall i Louis.
- Długo jej się zejdzie? - Powiedział Zayn.
- Nie wiem, z 10 minut. - Po 15 minutach oczekiwania na dół zeszła pięknie ubrana.
**Oczami Zayna**
- Nie mogłaś założyć czegoś na ramiączka?
- Nie będę pokazywać siniaków. - Powiedziała po czym wyminęła mnie w drzwiach. Zapakowaliśmy się wszyscy do auta. Pojechaliśmy pod szkołę, wszyscy wysiedliśmy i udaliśmy się w stronę wejścia. Po 40 minutach siedzenia na apelu Miley zaczęła narzekać na bóle brzucha.
- Może z nią wyjdę? - Zapytał Hazza.
- To idź. Czekajcie na zewnątrz. - Loczek wyprowadził dziewczynę. Po paru minutach wszyscy opuściliśmy budynek. Siedzieli na ławce. Miley nadal zwijała się z bólu.
- Co ci jest?
- Skąd mam kurwa wiedzieć.
- Mogłabyś być milsza. - Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do auta. Podjechałem pod przychodnie. Miley udała się do ginekologa. Czekaliśmy wszyscy pół godziny, Niall i Louis poszli po coś do jedzenia. Po 20 minutach chłopacy wrócili a jej nadal nie było. Nie wychodziła. Louis pojechał do domu. W końcu wyszła. Ustała pod ścianą, patrzyła się w sufit.
- Co ci jest? - Zapytałem.
- Nie odpowiedziała.
- Co ci do cholery jest?! - Wyszła i stanęła przy aucie.
- Zawieź mnie do ojca.
- Nie, powiedz co ci jest.
- Jestem w ciąży, nie rozumiesz?
- Jak to? Kurwa jak?! Przecież miałaś te swoje proszki! - Z jej oczu wypłynęły łzy.
- Nie krzycz na nią. - Odezwał się blondyn.
- Zamknij się. - Otworzyłem auto i wszyscy wsiedliśmy.
- Masz usunąć te dziecko.
- Nie usunę.
- To nie, nie wiem z kim je wychowasz. Ja nie będę ojcem.
- Kto powiedział że to twoje dziecko? - Wkurwiła mnie. Zatrzymałem sie na poboczu. Wysiadłem i otworzyłem drzwi. Wyciągnąłem ją za włosy siłą z auta.
- Coś ty powiedziała?!
- To nie będzie twoje dziecko.
- A kogo dziwko? Z kim się puszczałaś?!
- Chuj cię obchodzi z kim.
- Mów! - Uderzyłem ją w brzuch i po chwili wysiadł Niall z Harrym. Odciągali mnie od niej, zamknęli mnie w aucie, patrzyli na nią i sprawdzali co się dzieję. Zasłużyła. Jest dziwką.
**Oczami Nialla**
Dziewczyna płakała, zadzwoniłem po Louisa. Przyjechał i opanował sytuacje. Kazałem Hazzie wrócić do domu. Sam pojechałem z nią do szpitala. Zabrali ją a mi kazali wracać. Zostawiłem swój numer telefonu. Wróciłem do domu. Wbiegłem na górę. Drzwi od sypialni Zayna były otwarte. Zobaczyłem jak robi to z jakąś blondyną. Wparowałem do środka.
- Kurwa co ty odpierdalasz?! Tak się pocieszasz?! - Poszedłem do swojego pokoju i spakowałem parę rzeczy w torbę. Wybiegłem z domu, pojechałem do szpitala. Długo szukałem lekarza, w końcu znalazłem.
- Dobry wieczór, ymm Miley? - Nie mogłem przypomnieć sobie jej nazwiska.
- Jest pan kimś z rodziny?
- Narzeczonym..
- Pokój 314 drugie piętro. - Pobiegłem na górę. Leżała tam, tak niewinnie. Przyszła pielęgniarka i coś jej podała. Kiedy już wychodziła powstrzymałem ją.
- Proszę pani, co z nią?
- Jest pan z rodziny?
- Narzeczony.
- Będzie musiała zostać jeszcze parę dni w szpitalu.
- Dobrze, a co z dzieckiem?
- Pana narzeczona poroniła.
- Jak to?!
- Na skutek mocnego uderzenia w dolne części brzucha. Czy była kiedyś bita?
- Nie, nie. - Przypomniało mi się co Malik z nią zrobił. Miałem ochotę go zabić.





No i mamy 22 rozdział ^__^ proszę komentujcie, potrzebuję motywacji <3 xx Kocham was ;))

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 21

Włącz: Muzykę.

- Przegięłaś, kurwa przegięłaś. - Ruszył szybkim krokiem w moją stronę, złapał za szyję i przyparł do ściany.
- Zabij mnie, chcesz tego. Skończ nasze cierpienie. - Puścił. Stanął na przeciwko mnie.
- Nigdy przez ciebie nie cierpiałem.
- Boże, nie kłam. Chcesz chcesz żebym dała ci spokój, żebym znikła.
- Gdybym chciał, po prostu bym cię zostawił. Ale nie chcę. Chcę założyć rodzinę z tobą, mieć dzieci. Chce żebyś nosiła dumnie moje nazwisko.
- Żartujesz? Serio? Po tym wszystkim co mi zrobiłeś myślisz że ja ci wybaczę? - Podszedł do mnie i położył rękę na policzku.
- Przepraszam za wczoraj.
- Nie przepraszaj.
- Wybaczysz mi?
- Nie, Zayn już nie. Ja już nie chcę żyć ani z tobą ani z nikim innym. Zniszczyłeś mi życie, zniszczyłeś mnie. - Powiedziałam po czym udałam się w stronę drzwi. Zadzwoniłam po taksówkę i usiadłam na ławce przed domem. Przyjechała po 3 minutach.

** Oczami Zayna **
Usiadłem na kanapie na przeciwko Louisa. Schowałem twarz w rękach.
- Zayn.. Nie okłamuj jej. - Zaczął Louis.
- Nie kłamałem. Chcę mieć z nią rodzinę.
- Oboje wiemy że nie chcesz.
- Co ja mam zrobić?
- Zrób to o co prosi, będą lepsze.
- Nie zabiję jej.
- Prosi cię, błaga cię. Malik, jak sam tego nie zrobisz ona to zrobi.
- Nie mogę.
- Skończ z nią, za bardzo cierpisz.
- Ty nic nie rozumiesz.
- Nie, to ty nie wiesz czego chcesz. Najpierw ją lejesz a potem chcesz mieć z nią rodzinkę? Stary ogarnij się.
- Nie zabiję się, nie może. - Wstałem i stanąłem przy oknie.
- Nikt jej już nie pomoże.
- Hazza! - Krzyknąłem i złapałem kluczyki od auta. Pobiegłem do samochodu i starałem przypomnieć sobie gdzie mieszka mój stary przyjaciel.
** Oczami Miley **
Taksówka zatrzymała się nad jeziorem. Zapłaciłam i wysiadłam. Usiadłam na brzegu wpatrywałam się w wodę. Myślałam co dalej. Co zrobić? Siedziałam tak dłuższą chwilę, zadzwonił mój telefon. Był to Niall.
- Halo? - Zapytałam.
- Hej maleńka. Żyjesz? - Zapytał blondyn.
- Jeszcze tak.
- Słyszałem waszą rozmowę, nie zabijaj się. Nie możesz.
- Muszę.
- Nie przez niego. Ucieknijmy gdzieś razem.
- Brzmi kusząco ale nie. Muszę to skończyć.
- Nie w ten sposób.
- Dokładnie w ten. - Powiedziałam po czym rozłączyłam się. Położyłam torbę a na nią głowę i położyłam się. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
** Oczami Zayna **
- Dojechałem pod dom Harrego i szybko wysiadłem. Zapukałem do drzwi. Otworzyła mi starsza pani.
- Dzień dobry. Ja Zayn, do Harrego. - Zawołała Harrego, chłopak zdziwił się.
- Czego chcesz?
- Musisz mi pomóc.
- Co jest?
- Miley chcę się zabić. - Brunet otworzył szeroko usta.
- Co?!
- Nie będę powtarzał, ubieraj się. - Chłopak ruszył w stronę szafki z butami. Po minucie byliśmy już w aucie.
- Gdzie jedziemy? - Zapytał.
- Tam gdzie prowadzi gps.
- Yy co?
- Ma w telefonie gps dzięki czemu mogę ją namierzyć.
- Aaaha.
- Debil. - Po 20 minutach byliśmy nad jeziorem.
** Oczami Harrego **
Zdziwiło mnie jezioro. Bałem się że znajdziemy telefon na brzegu a jej nie będzie. Nie mogła się utopić. Bałem się o nią. Malik szedł z telefonem w ręku, w końcu doszliśmy. Leżała na trawie, żywa. Obudziłem ją.
- Co ty tu robisz? - Spojrzała zdziwiona.
- Ratuje cię.
- O pan Malik również przyjechał. - Spojrzała na niego z idiotycznym uśmiechem. Wziąłem ją na ręce.
- Ł A P Y. - Powiedział Malik po czym wziął ją ode mnie.
Włożył ją do samochodu na tylne siedzenie.
- Nie jestem dzieckiem. - Doszedł głos z tylnego siedzenia.
- Ale się tak zachowujesz.
- Gucio prawda. - Malik zacisnął ręce na kierownicy. Dojechaliśmy pod dom Zayna. Weszliśmy do domu.
- Nie będę ci już potrzebny. - Powiedziałem udając się w stronę drzwi.
- Pomieszkasz z nami trochę. - Mruknął Malik siadając na kanapie wskazując palcem na fotel naprzeciwko. Usiadłem.
- Po co?
- Bo ona ma schizy.
- Nie dziwie się.
- Dobra, zero seksu i dotykania.
- Nie jestem taki.
- Yhy. - Powiedział i poszedł do kuch
ni.

***Trzy tygodnie później***
- Harry, muszę iść do lekarza. - Powiedziała Miley.
- Martwi cię coś?
- Nie, tak po prostu. - Uśmiechnęła się.
- Dobra ubieraj się.
- Nie chcę tam iść. - Mruknęła nie zadowolona.
- To zakończenie roku, i tak opuściłaś sporo, idziesz.
- Przecież chodziłam przez dwa tygodnie.
- Nie ważne, czekam na dolę. - Powiedziałem i zbiegłem po schodach na dół.