wtorek, 29 października 2013

Rozdział 2



Włącz: KLIK

W telewizji nic nie było, postanowiłem więc położyć się i odpocząć. Po nie całej minucie zadzwonił telefon.. 
- Halo? 
- Czy rozmawiam z Liamem? 
- Tak to ja, o co chodzi? 
- Z tej strony Doktor Edward, Stan twojej mamy pogorszył się.. - Telefon wypadł mi z rąk. To nie możliwe. Było wszystko dobrze ona miała z tego wyjść. Nie zastanawiając się dłużej wybiegłem z mieszkania po czym zjechałem windą w dół. Wsiadłem w auto i pędziłem w stronę szpitala. 

**Oczami Demi**
Szybko się obudziłam, wyszłam na korytarz i usiadłam na krześle. Połowa lekarzy i prawie wszystkie pielęgniarki zgromadzili się obok jednego pokoju. Wszyscy krzyczeli 'Przynieś to' Idź po' 'Musimy to' Wszyscy biegali między tym pokojem a innymi. Po niedługim czasie lekarze wieźli kogoś na łóżku do windy. Około 7 ludzi na około łóżka. Straciłam zainteresowanie więc podeszłam do okna, padał pierwszy śnieg. W końcu jest listopad. Ruszyłam w stronę mojego pokoju gdy znów zauważyłam tego samego chłopaka, znów płakał. Wleciał do pokoju z którego zabrali tę osobę. Biegł w stronę windy, zatrzymałam go. 
- Ymm część? Pamiętasz mnie? - Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Tak, pamiętam cię. Ale przepraszam wiesz może gdzie teraz leży Anna Payne? - W jego oczach pojawiła się nadzieja. 
- Pokój 74? 
- Tak!
- Nie wiem gdzie leży ale nie całe 5 minut temu było duże zamieszan.. - Nie dokończyłam bo chłopak odszedł. To musi być ktoś dla niego bliski. Mam nadzieję że go jeszcze spotkam. Podeszłam do pierwszej lepszej pielęgniarki. 
- Dzień dobry.. Nazywam się Demi, Demi Lovato i chciałabym wiedzieć kiedy będę mogła jechać do domu.
- Już sprawdzam.. - Zaczęła przewracać kartki w zeszycie. 
- Jutro, podejrzewam że lekarz niedługo przyjdzie i wypiszę cię. - Uśmiechnęła się i odeszła.
  Jeszcze tylko 1 dzień w tym więzieniu. Obym to jakoś wytrzymała. Zabrali mi telefon, internet, przyjaciółkę.. Nie wiedzą co robią. Debile. Mam jeszcze tylko nadzieje że moja matka już wyjechała. Nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Zawiodła nas wszystkich, nienawidzę jej z całego serca. W sumie z jedyną osobą z którą miałam dobry kontakt był mój dziadek.
****Wspomnienie****
 Prawie 6 lat temu zmarł, w sumie nie, on nie zmarł oni go zabili. Był chory, bardzo chory. Niby cierpiał ale on nie dawał po sobie tego poznać, zawsze uśmiechał się kiedy przychodziłam. Śmiał się i opowiadał mi swoje opowieści. Matka tłumaczyła że dziadek umiera, że to nie długo koniec mam się pożegnać ale ja nie wierzyłam. Mówiłam to dziadkowi a on mówił że wszystko będzie dobrze. I było aż do 17 stycznia 2007, miałam 13 lat. Stan dziadka się pogorszył, już się nie uśmiechał tak dużo, schudł, nie jadł. Mówił że rodzice chcą go dobić. Nie rozumiałam o co chodziło jednak matka ciągle mówiła 'trzeba go odłączyć, to koniec' Dziadek powiedział że nie mogę im na to pozwolić jednak tego dnia, powiedzieli że idą na kolacje. Przyszła opiekunka, było dobrze, ale następnego dnia kiedy poszłam do dziadka tam go nie było.. 

Jest to jeden z wielu powodów dlaczego nienawidzę moich rodziców. 

**Oczami Liama**
- Jak to?! Czy wy sobie żarty robicie?! 
- Proszę się uspokoić, robimy wszystko co w naszych mocach żeby się udało. 
- To czemu nie pomyśleliście wcześniej?! Ona nie może umrzeć!
- Rozumiem pana, ale pana matka ma krew którą najtrudniej zdobyć. 
- Nie interesuje mnie to, macie kogoś znaleźć! 
- Staramy się.. - Przyszła pielęgniarka. 
- Doktorze! Mamy jedną osobę w szpitalu która ma tą samą krew! - Pojawiła się nadzieja. 
- Jak nazywa się? - Stałem tam wierząc że się wszystko uda.
- Demi Lovato z pokoju 68..


Heeej! Przepraszam że długo nie dodawałam ale miałam małe problemy z pisaniem.. Mam nadzieję że się podoba, a jeśli tak to zostaw po sobie komentarz! <3 xx

sobota, 19 października 2013

Rozdział 1





- Przepraszam. - Powiedział załamanym głosem.
- Nie, to ja przepraszam. - Uśmiechnął się delikatnie, kolejne łzy spływały po jego policzku.
- Uh, Liam. - Wyciągnął drżącą dłoń w moją stronę.
- Demi. - Uścisnęłam jego dłoń i spojrzałam mu w oczy, widać było że coś go dręczy.
- Miło mi.
- Coś się stało? Mogę jakoś pomóc?
- Nikt mi już nie pomoże.. Przepraszam muszę iść. - Szybkim krokiem odszedł, chciałam coś powiedzieć ale nie mogłam. Poszłam do pokoju i stanęłam przy malutkim oknie. Coś w tym chłopaku było nie tak, nie ważne to nie moja sprawa.
- Demi? - Moja matka? We własnej osobie.
- Czego chcesz?
- Nie przywitasz się?
- No okej, HEJ MAMO CO SŁYCHAĆ? Sorry raczej nie.
- Czemu taka jesteś? - Nie rozumiałam jej pytań, niczego nie rozumiałam.
- Jaka?
- Taka zimna, niewdzięczna.
- Może byłabym inna gdybyś była przy mnie, wychowywała mnie, ale nie po co.
- Demi ja..
- Nie tłumacz się.
- Ja chcę powiedzieć że rozwodzę się z twoim ojcem.
- Wow ta informacja zmieniła moje życie.
- Jeśli chcesz możesz przenieść się do niego do Nowego Yorku.
- Po co?
- Nie wiem, zależy to od ciebie. - Wyszła. Tak właśnie wygląda przywitanie z moją matką której nie widziałam od trzech lat. Położyłam się na łóżku, swędziały mnie ręce chciałam użyć mojej przyjaciółki ale nie miałam jej tutaj. Wszystko co dobre zabrali. Przykryłam się kołdrą, chciałam zasnąć by nie myśleć o tym wszystkim.

** Oczami Liama **
Pojechałem do domu, nie można go tak nazwać bez mojej mamy. Naszym domem jest szpital, spędzam tam każdą wolną chwilę, na drugim piętrze w pokoju 74. Chcę być z nią, walczyć o nią. Nie wiadomo czy z tego wyjdzie, nie wiadomo czy dożyje jutra.. Otworzyłem lodówkę w poszukiwaniu jakiegokolwiek pokarmu, - pusto. Trudno, dane mi jest nie jeść. Usiadłem na sofie i włączyłem telewizor w poszukiwaniu czegoś ciekawego..


Jest pierwszy rozdział, mam nadzieję że podoba wam się :) Oczywiście następne rozdziały będą dłuższe <3 x KOMENTARZ = MOTYWACJA <3

piątek, 11 października 2013

*Prolog *

Trailer: KLIK




Znowu tu jestem, kolejny dzień w więzieniu. Kolejna zimna i samotna noc. Kolejny dzień pod kontrolą.
Nie wytrzymam. Ludzie nie wiedzą co robić więc zamykają cię tutaj. Bez powodu. Miliony ludzi robi to co ja i żyją normalnie więc czemu ja nie mogę? Wszystko przez moją rodzinę, jeśli można to tak nazwać.
Nigdy ich nie ma, zawsze jest coś ważniejsze ale i tak udają perfekcyjną rodzinę. Nie ważne czy są święta czy Wielkanoc czy moje urodziny, zawsze przychodzi email z tą samą treścią. ''Poproś Cheryl o przygotowanie obiadu, pieniądze już przesłaliśmy. Niedługo wrócimy. xx'' Te niedługo trwało wieczność aż do wczoraj. Postanowiłam zakończyć to wszystko, miałam dość czekania aż przyjadą. Używałam żyletki od długiego czasu, uspokajało mnie to. Jedyna przyjaciółka która nigdy cię nie opuści.

Zażyłam jakieś proszki i wypiłam sporo. Gdyby nie nasza gosposia już byłabym na górze. Obudziłam sie w szpitalu. Średni pokoik z małym oknem wpuszczającym trochę światła. Ledwo co podniosłam się z łóżka. Wyszłam drzwiami na korytarz, ONI. Moi rodzice których nie widziałam od ponad trzech lat. Rozmawiali z lekarzem. Ruszyłam w ich stronę i po chwili zatrzymałam się. Po co mi kłócić się z nimi? Odwróciłam się i z głową w dolę szłam w stronę pokoju. Uderzyłam w coś twardego, podniosłam głowę do góry i zobaczyłam zapłakanego chłopaka.


To mamy prolog, mam nadzieję że podoba wam się :)))

Rozdział 30 'Love Never Die'

Włącz: Klik
Najpierw chcę podziękować wszystkim którzy chociaż raz skomentowali rozdział z miłym komentarzem, motywowaliście mnie do pisania. Za to was kocham. Miłego czytania <3



- Pan Malik wpłacił część kaucji, jest pani wolna do trzeciego listopada. - Policjantka wyszła a ja zostałam z nim sama.
- Czego chcesz? - Zapytałam cichym podłamanym głosem.
- Chcę cię odzyskać, chcę żeby..
- Zayn ja też chcę dużo rzeczy.
- Proszę cię, wróć. Kocham cię. - Te słowa zabolały, bardzo. Bo jeśli ktoś cię kocha to szanuję cię prawda? Tutaj nigdy tego nie było, to nie była miłość.
- Nie mogę.
- Nie kochasz mnie już, rozumiem cię. Nie jestem idealny. Nikt nie jest.
- Jesteś mordercą, chujem i żałosnym chłopakiem. Dlaczego miałabym ci wybaczyć? Dlaczego Zayn?!
- Po prostu chodź ze mną.
- Żeby nie było, nie daję ci szansy. Po prostu nie wiem co robić.
- Bo ci uwierzę. - Zaśmiał się delikatnie. - Wstałam i udałam się do wyjścia. 14 dni na wolności. Trzeba to wykorzystać. Złapałam Zayna za rękę i pociągnęłam go w stronę auta.
- Pojedziemy na zakupy? - Zapytałam słodko choć w środku byłam zła. Wsiedliśmy i już po paru minutach byliśmy pod jednym z najdroższych sklepów, weszliśmy do środka za rękę.Wrzucałam wszystko co chociaż trochę mi się podobało. Po paru minutach byliśmy już przy kasie. Ponad dwa tysiące funtów. Zayn bez słowa zapłacił i wziął torby.
- Gdzie teraz księżniczko? - Powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Zawieź mnie do Demi.
- Ale..
- Zawieziesz mnie czy nie?
- No dobrze, ale jak już tam dojedziemy musisz iść za mną.
- Dobrze. - Uśmiechnęłam się i wsiadłam do auta. Jazda trwała wieczność, bo ponad 40 minutach byliśmy na łące i nadal jechaliśmy. Zayn położył dłoń na moim udzie i spojrzał się, odwróciłam się w stronę bocznej szyby. Nie chciałam żeby mnie dotykał. Po paru minutach zauważyłam mały drewniany domek pośród drzew.

** Oczami Zayna **
Kiedy tylko zatrzymałem auto Miley wybiegła.
- Stój! Nie idź tam! - Moje krzyki nic nie dawały, zacząłem za nią biec. Zniknęła między drzewami. Krzyczałem jej imię, ona nie wie jak tutaj jest. Mój głos się łamał, nie widziałem jej. Usłyszałem strzał, nogi mi się ułamały i upadłem. Błagam żeby nie, to nie możliwe. Podbiegły do mnie dwie znajome twarze.
- Panie Malik! Zastrzeliliśmy dziewczynę! - Na ich twarzy rysował się uśmiech.
- Wy, wy nie mogliście. - Nie mogłem wstać.
- Panie Malik ale?
- Przynieście tu mojego aniołka. Proszę.. - Modliłem się żeby nie była to ona. Jednak, na rękach nieśli ją.. Wziąłem ją i przytuliłem. Morze łez pojawiło się na moim policzku. Zabiłem ją. Moi ludzie zabili ją. Usłyszałem płacz, moja siostra.
- Zayn?! Kto to?! Nie mów że..
- Tak to ona..
- Jak mogłeś?! Jak!?
- Ja..
- Nie tłumacz się już, nienawidzę cię! - Zniknęła mi z oczu. Zabrałem broń jednemu z nich i użyłem jej tak jak powinna być użyta.. Już zawszę będę z moim skarbem..



To ja może nie będę komentować rozdziału, mam nadzieję że podoba się wam. :) Dzisiaj o 20 pojawi się prolog do nowego opowiadania.
Mam tylko nadzieje że nie doprowadziłam nikogo do płaczu. c: x

wtorek, 8 października 2013

Rozdział 29

WŁĄCZ: KLIK
- Jest pani oskarżona o zabicie Harrego Stylesa. - Założyli mi kajdanki i zaczęli ciągnąć w stronę drzwi.
- To nie ja! Wrobił mnie!
- Wszystko co powiesz może być wykorzystane przeciwko tobie. - Nie rozumiałam co się stało, chciał się zemścić ale na pewno nie w ten sposób.
- Wy nic nie rozumiecie. Nie ja zabiłam Harrego! Czy naprawdę byłabym taka głupia żeby zostać w domu?!
- Wszystko wytłumaczysz na miejscu.
- Nie mam co tłumaczyć.
- Proszę się nie stawiać.

**Oczami Nialla**
Siedzieliśmy w małym pokoju. Bardzo małym, oni na kanapie a ja przypięty to krzesła. Jarali fajki i pili, śmieli się.
- Możecie mi chociaż powiedzieć co macie zamiar zrobić? - Roześmiali się jeszcze bardziej.
- Nic, Miley już nie ma. Nie wróci.
- Zabiliście ją, jesteście żałośni.
- Zabicie jej jest za proste, pocierpi w więzieniu. - Ciągle rozmawiałem z Liamem, Zayn siedział już cicho.
- Fantastycznie.
- Kurwa co?! Nie taki był plan! - Odezwał się Malik.
- Kazałeś mi robić to po mojemu.
- MIAŁEŚ ICH ZNALEŹĆ A NIE WYDAWAĆ JĄ DO WIĘZIENIA!
- Uspokój się.
- Jak ja kurwa mam być spokojny? Jak?! Ona miała być ze mną. Żyć ze mną. Nie w wiezieniu!
- Malik zdecyduj się czego chcesz, najpierw chcesz mieć z nią rodzinę potem ją zabić.
- Ty nic nie rozumiesz.
- Szczerze nie muszę nic rozumieć, nara. - Liam wyszedł trzaskając drzwiami. Zayn usiadł i schował twarz w dłoniach.
- Co teraz masz zamiar zrobić? - Zapytałem cicho.
- Wyciągnąć ją.
- A ja?
- Już. - Podszedł do mnie i rozwiązał te wszystkie sznurki. Kiedy skończył założył kurtkę i spojrzał się.
- Na co czekasz? Idź.
- Pomogę ci. - Zależało mi tylko na Miley. Na niczym innym.
- To moja sprawa.
- Moja również.
- Nie dam ci do niej dojść, zapomnij o tym.
- Czy ty naprawdę myślisz że pozwolę jej zostać z tobą? Ona jest w ciąży ZE MNĄ.
- Nie interesują mnie twoje argumenty, idziesz czy mam ci pomóc?
- Chociaż daj mi się z nią zobaczyć.
- Może potem. - Otworzył drzwi i wyszedł, wyszedłem od razu za nim i okazało się że jesteśmy w piwnicy domu Louisa. Nie mam pojęcia gdzie jest Lou i cała reszta. To wszystko to jakaś gra, z której po prostu nie ma wyjścia chyba że umrzesz. Zayn bez słowa podał mi kluczyki od auta i wyjechał swoim. Wsiadłem i pojechałem do hotelu, musiałem przemyśleć to wszystko.

**Oczami Miley**
Ponad godzinę przesłuchiwali mnie, nie wierzą mi. Nie dziwię się, sama bym nie uwierzyła. Wsadzili mnie do drobnej celi w której ledwo mieściło się łóżko, stolik i toaleta. Zastanawiałam się czy powiedzieć że jestem w ciąży, o ile te dziecko jeszcze żyje. Bo ja już nie chcę żyć. Grozi mi od 10 do 25 lat za nic. Burczało mi w brzuchu, ale nie chciałam jeść. Myślałam tylko co dalej? Bo najlepszym rozwiązaniem będzie udanie się tam do góry. To wszystko nie ma sensu, czy mój tata jeszcze żyje? Nie wiem nic, zupełnie nic. Usłyszałam otwierające się drzwi, podniosłam głowę do góry i zobaczyłam go.


No to jest 29, po jutrze dodam ostatni rozdział a w piątek okaże się prolog do nowego opowiadania :)) Komentujcie <3 xx

czwartek, 3 października 2013

Rozdział 28

włącz: http://www.youtube.com/watch?v=My2FRPA3Gf8


Zobaczyłam Harrego leżącego na ziemi. Zayn z Liamem trzymali Nialla. Pobiegłam do Harrego, padłam na kolana i próbowałam wyczuć jakikolwiek puls. Nic.
Zaczęłam płakać i krzyczeć.
- Co ty zrobiłeś?! - Wykrzyczałam przez płacz.
- Nikt nie będzie stał nam na drodze do szczęścia.
- Daj mi telefon! - Wstałam.
- Nie. - Zdenerwował mnie jeszcze bardziej. Miałam ochotę zabić go.
- To nie. - Znów klęknęłam przy moim przyjacielu.
- Harry? Harry odezwij się! Jakikolwiek znak! Nie możesz mnie zostawić, nas! - Płakałam co raz bardziej, nie mogłam uwierzyć co się dzieje. Pobiegłam do kuchni po apteczkę. Jednak były tam tylko plastry. Wróciłam szybko do salonu. Nie było ich. Nie było Nialla. Jestem żałosna. Jedyne co przyszło mi do głowy to pojechać do babci Harrego. Wytłumaczyć wszystko, zasługuje na to. Złapałam za klamkę drzwi, zamknięte. Zaczęłam szperać po kieszeniach Harrego szukając telefonu. Jest. Wybrałam numer Zayna.
- Co? - Ten głos.. Ten obrzydliwy głos.
- Wypuść Nialla!
- Jak będę chciał.
- Po co ci on?!
- Nie twój biznes.
- Tak najlepiej zabij wszystkich idź do burdelu, prześpij się z jakimiś dziwkami i wszystko będzie dobrze.
- Jesteś żałosna.
- Żałosna byłam kiedy wierzyłam ci że wszystko będzie zajebiście. Nie obchodziło mnie zdanie innych, liczyłeś się tylko ty. Wiesz co? Kochałam cię. Miałeś być pierwszym i ostatnim, ale wolałeś wszystko spierdolić. - Usłyszałam krzyczący głos Nialla.
- Uciekaj! Nie martw się po prostu..
- Rozłączyli się. Załamałam się. Jestem zamknięta w domu psychopaty z ciałem mojego przyjaciela. Nie miałam wyjścia. Musiałam uciec i znaleźć pomoc. Pobiegłam na górę. Weszłam do sypialni Zayna. Przebrałam się w jego ciuchy. Poszłam do schowka gdzie były narzędzia. Wzięłam jakiś młotek i parę innych rzeczy. Podeszłam do szklanych drzwi od ogrodu i zaczęłam walić w szybę z całej siły. Jedyne co udało mi się zrobić to małe pęknięcia . Odwróciłam się w stronę ciała Harrego.
Znów łzy na moich policzkach. Osunęłam się po drzwiach w dół. Jestem okropna. Żałosna i cholernie głupia. Nie mam pojęcia co jest mojemu ojcu, Demi. Gdzie jest Demi? Jeśli Zayn jest takim bratem jak chłopakiem to sprzedał ją komuś. A co z Louisem? Co z Niallem? Drzwi wejściowe roztrzaskały się.
- Policja! Ręce na ścianę! - Policja?!


Mam nadzieję że rozdział się podoba. ;) Komentujcie <3 ily xx