Usiadłem na krześle obok łóżka. Miała zamknięte oczy i na twarzy jakąś maskę, złapałem ją za rękę. Maszyna z biciem serca pikała równo i powoli, tępo przyśpieszało. Wybiegłem na korytarz szukając lekarza. Co teraz? Siedzę na oddziale na prawdę chorych ludzi. Z pokoju wyszedł lekarz.
- Doktorze! - Podbiegłem do faceta w białym fartuchu.
- Proszę stąd jechać, trochę potrwa za nim partnerka wróci do domu.
- Co z nią?
- Dziecko żyję. Jednak ciąża może zagrażać jej życiu.
- Nie, to nie możliwe!
- Proszę pana, czekamy aż Miley się obudzi i podejmie decyzje.
- Nie! Jeżeli ona może umrzeć to nad czym wy się zastanawiacie?!
- Wybór należy do niej. Przepraszam muszę iść. - Odszedł. Ja wsiadłem do auta i pojechałem do domu. Przekręciłem klucz w zamku i wszedłem do środka. Nie tak wyobrażałem sobie to wszystko. Na kanapie w salonie siedział Zayn z Louisem. Zagotowałem się kiedy go zobaczyłem.
- O blondas wrócił. - Powiedział chamsko Malik.
- Spierdalaj dobra? - Powiedziałem i rzuciłem się na fotel.
- Jak będę chciał. Gdzie byłeś?
- Nie twój biznes.
- Mów kurwa.
- W szpitalu. Tak urządziłeś kobietę swojego życia..
- Co z nią?
- Tak ją pobiłeś że mało co nie straciła dziecka, plus możliwe że umrze. - Spojrzał się na mnie zdziwiony.
- To nie moja wina.
- Niee to Harry ją załatwił.
- Zamknij się.
- Dam ci radę Malik. Zostaw ją w spokoju.
- Ona jest moja.
- Jedyne co jest to twoje jaja. Ohh przepraszam nie masz ich.
- Zabiję cie gówniarzu. - Wstawał już z kanapy ale Louis go powstrzymał.
- Wyluzuj. - Próbował go uspokoić.
- Zrób z nim porządek Lou bo jak nie to ja to zrobię. - Warknął. A ja pobiegłem na górę. Wziąłem pieniądze i karty. Spakowałem rzeczy i wybiegłem z domu. Pojechałem do hotelu i wynająłem apartament. Myślałem co dalej? Co stanie się jak Zayn odnajdzie Miley? Muszę ją chronić przed tym złym światem. Rzuciłem się na łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnąłem.** Oczami Miley **
Kiedy otworzyłam oczy pierwsze co zobaczyłam to lekarze na około mnie, jeden przy mnie a inni w okolicach nóg i brzucha.
Dobrze wiedziałam że przywiózł mnie tu Niall. Bałam się że Zayn mnie znajdzie i po prostu zabiję. Chciałam żyć dla dziecka, urodzić i być szczęśliwa SAMA. Te myśli krążyły po mojej głowie kiedy lekarz po raz nie wiem który krzyknął moje imię.
- Po co pan krzyczy?- Bo chyba mnie nie słyszałaś.
- Ohh.. Przepraszam.
- Nie szkodzi. Jak się czujesz?
- Dobrze, lecz to nie ważne. Co z dzieckiem?
- Właśnie..
- Żyję prawda?!
- Tak. Jednak problem tkwi w tym że podczas ciąży na 39 procent jest ryzyko że poronisz, a pod czas porodu jest 61 procent na to że.. - Przerwałam mu.
- Na co?! Na to że dziecko będzie martwe..? - Łzy spłynęły po moich policzkach
- Nie.. Na to że.. umrzesz.
To nie tak miało się potoczyć ;-; miało być inaczej ale nie mam weny. Mam jedynie nadzieje że wam się podoba.
Przepraszam za to że nie dodaję rozdziałów, ale po prostu nie mam czasu ani weny. Zaczęła się szkoła i do tego dostałam psa. Mam mało czasu ale postaram się dodawać co 2-3 dni ;))) xx
Nexxt !!! Świetny jest :*
OdpowiedzUsuńSuper!Czekam z niecierpliwością na nastepny ;***
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział i świetny blog :) Nie mogę się doczekac nexta ♥
OdpowiedzUsuńhttp://fanfiction-fear-or-love.blogspot.com/
Na prawdę świetnie piszesz ♥
OdpowiedzUsuń