środa, 6 listopada 2013
Rozdział 3
Włącz: KLIK
- Fantastycznie! Proszę iść zapytać się czy podda się zabiegu pobierania krwi, ja w tym czasie rozpiszę zwolnienia. - Wszyscy rozeszli się w swoje strony a ja stałem. To ta Demi. Ta śliczna dziewczyna. Mam nadzieję że się zgodzi. Udałem się w tą stronę i już parę metrów przed pokojem było słychać krzyki.
- Czy pani żartuje?! Bo ja nie mam co robić. - Wparowałem do pokoju i zobaczyłem sapiącą 'Demi'
- Cześć, pamiętasz mnie? - Powiedziałem spokojnym głosem chociaż w środku byłem zagotowany.
- Nie można ciebie zapomnieć. - Uśmiechnęła się. -
- Miło, mógłbym na słowo? - Wyszedłem z pokoju a ona za mną.
- Słucham? - Zapytała zdezorientowana.
- Z tą krwią.. To dla mojej matki, przez to płakałem.
- Dlaczego akurat ja?
- Moja matka ma bardzo rzadką grupę krwi. Ty masz taką samą.
- Spróbuje jakoś pomóc. - Uśmiechnąłem się szeroko.
- Może pójdziesz ze mną jutro wieczorem na kolacje? - Chciałem jakoś się odwdzięczyć.
- Oczywiście że z tobą pójdę. - wypisałem numer telefonu i podałem dziewczynie.
- Wyślij sms'em adres, będę jutro po 6. - Pocałowałem ją w policzek i odszedłem w stronę windy.
**Oczami Demi**
Ucieszyłam się że mogę pomóc jego mamie, nie każda matka jest taka jak moja. Miłe z jego strony że chciał się umówić, chciałabym dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Było ślicznie za oknem, dość biało. Usiadłam na parapecie i wpatrywałam się w padający śnieg, przerwał mi lekarz. Podał mi zwolnienie i odszedł. Jutro godzina 9.00. Ugh, muszę wstać o 8.00. Poprosiłam w recepcji o oddanie mi telefonu, zgodzili się. Weszłam na twittera i napisałam tweeta o moim pobycie w szpitalu. Już po minucie pojawiło się dużo powiadomień o tym jak ludzie mi współczują. Ucieszyłam się. Mam jedną twitterową przyjaciółkę od około roku, jest cudowna ale nawet nie wiem gdzie mieszka, jak wygląda, nic. Weszłam na jej profil, 18 dni temu podała link szkoły. Mojej starej szkoły.
Napisała:
,Został mi ostatni rok szkoły a oni każą nosić mundurki' Zrozumiałam że mieszka ona tutaj, w Londynie. Napisałam do niej od razu że chodziłam do tej szkoły, czekałam i czekałam i nic. Zapomniała o mnie, jak każdy. Westchnęłam i poszłam do bufetu. Wzięłam sałatkę i colę, usiadłam w wolnym 2-osobowym stoliku. Kiedy już kończyłam swój posiłek przerwała mi dziewczyna.
- Heej, mogę się dosiąść? - Jej głos był tak cichy że ledwo ją usłyszałam.
- Tak, Demi. - Uśmiechnęłam się.
- Selena, miło mi. - Była ubrana w za duży sweter i jeansy.
- Na jakim oddziale jesteś? Jeśli mogłabym wiedzieć..
- Nie wiem jak to nazwać, trzymają mnie w zamknięciu bo mam problemy z odżywianiem i z.. - Nie dokończyła, opuściła głowę w dół.
- Rysujesz prawda? - Spojrzała na mnie z dużymi oczami.
- Skąd wiesz? - Jeszcze bardziej ściągnęła rękawy w dół.
- Też lubię rysować. - Spojrzała się zdziwiona.
- Poczekaj muszę odpisać. - Wzięła telefon w ręce i zaczęła pisać. 5 sekund po tym jak odłożyła telefon przyszło mi powiadomienie..
Znowu przepraszam za późne dodawanie rozdziału ale mam straszne problemy z pisaniem, nie da się. Starałam się jak mogłam nad tym rozdziałem ale i tak jest dupowaty jednak ocenę zostawiam wam..
wtorek, 29 października 2013
Rozdział 2
Włącz: KLIK
W telewizji nic nie było, postanowiłem więc położyć się i odpocząć. Po nie całej minucie zadzwonił telefon..
- Czy rozmawiam z Liamem?
- Tak to ja, o co chodzi?
- Z tej strony Doktor Edward, Stan twojej mamy pogorszył się.. - Telefon wypadł mi z rąk. To nie możliwe. Było wszystko dobrze ona miała z tego wyjść. Nie zastanawiając się dłużej wybiegłem z mieszkania po czym zjechałem windą w dół. Wsiadłem w auto i pędziłem w stronę szpitala.
**Oczami Demi**
Szybko się obudziłam, wyszłam na korytarz i usiadłam na krześle. Połowa lekarzy i prawie wszystkie pielęgniarki zgromadzili się obok jednego pokoju. Wszyscy krzyczeli 'Przynieś to' Idź po' 'Musimy to' Wszyscy biegali między tym pokojem a innymi. Po niedługim czasie lekarze wieźli kogoś na łóżku do windy. Około 7 ludzi na około łóżka. Straciłam zainteresowanie więc podeszłam do okna, padał pierwszy śnieg. W końcu jest listopad. Ruszyłam w stronę mojego pokoju gdy znów zauważyłam tego samego chłopaka, znów płakał. Wleciał do pokoju z którego zabrali tę osobę. Biegł w stronę windy, zatrzymałam go.
- Ymm część? Pamiętasz mnie? - Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Tak, pamiętam cię. Ale przepraszam wiesz może gdzie teraz leży Anna Payne? - W jego oczach pojawiła się nadzieja.
- Pokój 74?
- Tak!
- Nie wiem gdzie leży ale nie całe 5 minut temu było duże zamieszan.. - Nie dokończyłam bo chłopak odszedł. To musi być ktoś dla niego bliski. Mam nadzieję że go jeszcze spotkam. Podeszłam do pierwszej lepszej pielęgniarki.
- Dzień dobry.. Nazywam się Demi, Demi Lovato i chciałabym wiedzieć kiedy będę mogła jechać do domu.
- Już sprawdzam.. - Zaczęła przewracać kartki w zeszycie.
- Jutro, podejrzewam że lekarz niedługo przyjdzie i wypiszę cię. - Uśmiechnęła się i odeszła.
Jeszcze tylko 1 dzień w tym więzieniu. Obym to jakoś wytrzymała. Zabrali mi telefon, internet, przyjaciółkę.. Nie wiedzą co robią. Debile. Mam jeszcze tylko nadzieje że moja matka już wyjechała. Nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Zawiodła nas wszystkich, nienawidzę jej z całego serca. W sumie z jedyną osobą z którą miałam dobry kontakt był mój dziadek.
****Wspomnienie****
Prawie 6 lat temu zmarł, w sumie nie, on nie zmarł oni go zabili. Był chory, bardzo chory. Niby cierpiał ale on nie dawał po sobie tego poznać, zawsze uśmiechał się kiedy przychodziłam. Śmiał się i opowiadał mi swoje opowieści. Matka tłumaczyła że dziadek umiera, że to nie długo koniec mam się pożegnać ale ja nie wierzyłam. Mówiłam to dziadkowi a on mówił że wszystko będzie dobrze. I było aż do 17 stycznia 2007, miałam 13 lat. Stan dziadka się pogorszył, już się nie uśmiechał tak dużo, schudł, nie jadł. Mówił że rodzice chcą go dobić. Nie rozumiałam o co chodziło jednak matka ciągle mówiła 'trzeba go odłączyć, to koniec' Dziadek powiedział że nie mogę im na to pozwolić jednak tego dnia, powiedzieli że idą na kolacje. Przyszła opiekunka, było dobrze, ale następnego dnia kiedy poszłam do dziadka tam go nie było..
Jest to jeden z wielu powodów dlaczego nienawidzę moich rodziców.
**Oczami Liama**
- Jak to?! Czy wy sobie żarty robicie?!
- Proszę się uspokoić, robimy wszystko co w naszych mocach żeby się udało.
- To czemu nie pomyśleliście wcześniej?! Ona nie może umrzeć!
- Rozumiem pana, ale pana matka ma krew którą najtrudniej zdobyć.
- Nie interesuje mnie to, macie kogoś znaleźć!
- Staramy się.. - Przyszła pielęgniarka.
- Doktorze! Mamy jedną osobę w szpitalu która ma tą samą krew! - Pojawiła się nadzieja.
- Jak nazywa się? - Stałem tam wierząc że się wszystko uda.
- Demi Lovato z pokoju 68..
Heeej! Przepraszam że długo nie dodawałam ale miałam małe problemy z pisaniem.. Mam nadzieję że się podoba, a jeśli tak to zostaw po sobie komentarz! <3 xx
sobota, 19 października 2013
Rozdział 1
- Przepraszam. - Powiedział załamanym głosem.
- Nie, to ja przepraszam. - Uśmiechnął się delikatnie, kolejne łzy spływały po jego policzku.
- Uh, Liam. - Wyciągnął drżącą dłoń w moją stronę.- Demi. - Uścisnęłam jego dłoń i spojrzałam mu w oczy, widać było że coś go dręczy.
- Miło mi.
- Coś się stało? Mogę jakoś pomóc?
- Nikt mi już nie pomoże.. Przepraszam muszę iść. - Szybkim krokiem odszedł, chciałam coś powiedzieć ale nie mogłam. Poszłam do pokoju i stanęłam przy malutkim oknie. Coś w tym chłopaku było nie tak, nie ważne to nie moja sprawa.
- Demi? - Moja matka? We własnej osobie.
- Czego chcesz?
- Nie przywitasz się?
- No okej, HEJ MAMO CO SŁYCHAĆ? Sorry raczej nie.
- Czemu taka jesteś? - Nie rozumiałam jej pytań, niczego nie rozumiałam.
- Jaka?
- Taka zimna, niewdzięczna.
- Może byłabym inna gdybyś była przy mnie, wychowywała mnie, ale nie po co.
- Demi ja..
- Nie tłumacz się.
- Ja chcę powiedzieć że rozwodzę się z twoim ojcem.
- Wow ta informacja zmieniła moje życie.
- Jeśli chcesz możesz przenieść się do niego do Nowego Yorku.
- Po co?
- Nie wiem, zależy to od ciebie. - Wyszła. Tak właśnie wygląda przywitanie z moją matką której nie widziałam od trzech lat. Położyłam się na łóżku, swędziały mnie ręce chciałam użyć mojej przyjaciółki ale nie miałam jej tutaj. Wszystko co dobre zabrali. Przykryłam się kołdrą, chciałam zasnąć by nie myśleć o tym wszystkim.
** Oczami Liama **
Pojechałem do domu, nie można go tak nazwać bez mojej mamy. Naszym domem jest szpital, spędzam tam każdą wolną chwilę, na drugim piętrze w pokoju 74. Chcę być z nią, walczyć o nią. Nie wiadomo czy z tego wyjdzie, nie wiadomo czy dożyje jutra.. Otworzyłem lodówkę w poszukiwaniu jakiegokolwiek pokarmu, - pusto. Trudno, dane mi jest nie jeść. Usiadłem na sofie i włączyłem telewizor w poszukiwaniu czegoś ciekawego..Jest pierwszy rozdział, mam nadzieję że podoba wam się :) Oczywiście następne rozdziały będą dłuższe <3 x KOMENTARZ = MOTYWACJA <3
piątek, 11 października 2013
*Prolog *
Trailer: KLIK
Znowu tu jestem, kolejny dzień w więzieniu. Kolejna zimna i samotna noc. Kolejny dzień pod kontrolą.
Nie wytrzymam. Ludzie nie wiedzą co robić więc zamykają cię tutaj. Bez powodu. Miliony ludzi robi to co ja i żyją normalnie więc czemu ja nie mogę? Wszystko przez moją rodzinę, jeśli można to tak nazwać.
Nigdy ich nie ma, zawsze jest coś ważniejsze ale i tak udają perfekcyjną rodzinę. Nie ważne czy są święta czy Wielkanoc czy moje urodziny, zawsze przychodzi email z tą samą treścią. ''Poproś Cheryl o przygotowanie obiadu, pieniądze już przesłaliśmy. Niedługo wrócimy. xx'' Te niedługo trwało wieczność aż do wczoraj. Postanowiłam zakończyć to wszystko, miałam dość czekania aż przyjadą. Używałam żyletki od długiego czasu, uspokajało mnie to. Jedyna przyjaciółka która nigdy cię nie opuści.
Zażyłam jakieś proszki i wypiłam sporo. Gdyby nie nasza gosposia już byłabym na górze. Obudziłam sie w szpitalu. Średni pokoik z małym oknem wpuszczającym trochę światła. Ledwo co podniosłam się z łóżka. Wyszłam drzwiami na korytarz, ONI. Moi rodzice których nie widziałam od ponad trzech lat. Rozmawiali z lekarzem. Ruszyłam w ich stronę i po chwili zatrzymałam się. Po co mi kłócić się z nimi? Odwróciłam się i z głową w dolę szłam w stronę pokoju. Uderzyłam w coś twardego, podniosłam głowę do góry i zobaczyłam zapłakanego chłopaka.
To mamy prolog, mam nadzieję że podoba wam się :)))
Znowu tu jestem, kolejny dzień w więzieniu. Kolejna zimna i samotna noc. Kolejny dzień pod kontrolą.
Nie wytrzymam. Ludzie nie wiedzą co robić więc zamykają cię tutaj. Bez powodu. Miliony ludzi robi to co ja i żyją normalnie więc czemu ja nie mogę? Wszystko przez moją rodzinę, jeśli można to tak nazwać.
Nigdy ich nie ma, zawsze jest coś ważniejsze ale i tak udają perfekcyjną rodzinę. Nie ważne czy są święta czy Wielkanoc czy moje urodziny, zawsze przychodzi email z tą samą treścią. ''Poproś Cheryl o przygotowanie obiadu, pieniądze już przesłaliśmy. Niedługo wrócimy. xx'' Te niedługo trwało wieczność aż do wczoraj. Postanowiłam zakończyć to wszystko, miałam dość czekania aż przyjadą. Używałam żyletki od długiego czasu, uspokajało mnie to. Jedyna przyjaciółka która nigdy cię nie opuści.
Zażyłam jakieś proszki i wypiłam sporo. Gdyby nie nasza gosposia już byłabym na górze. Obudziłam sie w szpitalu. Średni pokoik z małym oknem wpuszczającym trochę światła. Ledwo co podniosłam się z łóżka. Wyszłam drzwiami na korytarz, ONI. Moi rodzice których nie widziałam od ponad trzech lat. Rozmawiali z lekarzem. Ruszyłam w ich stronę i po chwili zatrzymałam się. Po co mi kłócić się z nimi? Odwróciłam się i z głową w dolę szłam w stronę pokoju. Uderzyłam w coś twardego, podniosłam głowę do góry i zobaczyłam zapłakanego chłopaka.
To mamy prolog, mam nadzieję że podoba wam się :)))
Rozdział 30 'Love Never Die'
Włącz: Klik
Najpierw chcę podziękować wszystkim którzy chociaż raz skomentowali rozdział z miłym komentarzem, motywowaliście mnie do pisania. Za to was kocham. Miłego czytania <3
- Pan Malik wpłacił część kaucji, jest pani wolna do trzeciego listopada. - Policjantka wyszła a ja zostałam z nim sama.
- Czego chcesz? - Zapytałam cichym podłamanym głosem.
- Chcę cię odzyskać, chcę żeby..
- Zayn ja też chcę dużo rzeczy.
- Proszę cię, wróć. Kocham cię. - Te słowa zabolały, bardzo. Bo jeśli ktoś cię kocha to szanuję cię prawda? Tutaj nigdy tego nie było, to nie była miłość.
- Nie mogę.
- Nie kochasz mnie już, rozumiem cię. Nie jestem idealny. Nikt nie jest.
- Jesteś mordercą, chujem i żałosnym chłopakiem. Dlaczego miałabym ci wybaczyć? Dlaczego Zayn?!
- Po prostu chodź ze mną.
- Żeby nie było, nie daję ci szansy. Po prostu nie wiem co robić.
- Bo ci uwierzę. - Zaśmiał się delikatnie. - Wstałam i udałam się do wyjścia. 14 dni na wolności. Trzeba to wykorzystać. Złapałam Zayna za rękę i pociągnęłam go w stronę auta.
- Pojedziemy na zakupy? - Zapytałam słodko choć w środku byłam zła. Wsiedliśmy i już po paru minutach byliśmy pod jednym z najdroższych sklepów, weszliśmy do środka za rękę.Wrzucałam wszystko co chociaż trochę mi się podobało. Po paru minutach byliśmy już przy kasie. Ponad dwa tysiące funtów. Zayn bez słowa zapłacił i wziął torby.
- Gdzie teraz księżniczko? - Powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Zawieź mnie do Demi.
- Ale..
- Zawieziesz mnie czy nie?
- No dobrze, ale jak już tam dojedziemy musisz iść za mną.
- Dobrze. - Uśmiechnęłam się i wsiadłam do auta. Jazda trwała wieczność, bo ponad 40 minutach byliśmy na łące i nadal jechaliśmy. Zayn położył dłoń na moim udzie i spojrzał się, odwróciłam się w stronę bocznej szyby. Nie chciałam żeby mnie dotykał. Po paru minutach zauważyłam mały drewniany domek pośród drzew.
** Oczami Zayna **
Kiedy tylko zatrzymałem auto Miley wybiegła.
- Stój! Nie idź tam! - Moje krzyki nic nie dawały, zacząłem za nią biec. Zniknęła między drzewami. Krzyczałem jej imię, ona nie wie jak tutaj jest. Mój głos się łamał, nie widziałem jej. Usłyszałem strzał, nogi mi się ułamały i upadłem. Błagam żeby nie, to nie możliwe. Podbiegły do mnie dwie znajome twarze.
- Panie Malik! Zastrzeliliśmy dziewczynę! - Na ich twarzy rysował się uśmiech.
- Wy, wy nie mogliście. - Nie mogłem wstać.
- Panie Malik ale?
- Przynieście tu mojego aniołka. Proszę.. - Modliłem się żeby nie była to ona. Jednak, na rękach nieśli ją.. Wziąłem ją i przytuliłem. Morze łez pojawiło się na moim policzku. Zabiłem ją. Moi ludzie zabili ją. Usłyszałem płacz, moja siostra.
- Zayn?! Kto to?! Nie mów że..
- Tak to ona..
- Jak mogłeś?! Jak!?
- Ja..
- Nie tłumacz się już, nienawidzę cię! - Zniknęła mi z oczu. Zabrałem broń jednemu z nich i użyłem jej tak jak powinna być użyta.. Już zawszę będę z moim skarbem..
To ja może nie będę komentować rozdziału, mam nadzieję że podoba się wam. :) Dzisiaj o 20 pojawi się prolog do nowego opowiadania.
Mam tylko nadzieje że nie doprowadziłam nikogo do płaczu. c: x
Najpierw chcę podziękować wszystkim którzy chociaż raz skomentowali rozdział z miłym komentarzem, motywowaliście mnie do pisania. Za to was kocham. Miłego czytania <3
- Pan Malik wpłacił część kaucji, jest pani wolna do trzeciego listopada. - Policjantka wyszła a ja zostałam z nim sama.
- Czego chcesz? - Zapytałam cichym podłamanym głosem.
- Chcę cię odzyskać, chcę żeby..
- Zayn ja też chcę dużo rzeczy.
- Proszę cię, wróć. Kocham cię. - Te słowa zabolały, bardzo. Bo jeśli ktoś cię kocha to szanuję cię prawda? Tutaj nigdy tego nie było, to nie była miłość.
- Nie mogę.
- Nie kochasz mnie już, rozumiem cię. Nie jestem idealny. Nikt nie jest.
- Jesteś mordercą, chujem i żałosnym chłopakiem. Dlaczego miałabym ci wybaczyć? Dlaczego Zayn?!
- Po prostu chodź ze mną.
- Żeby nie było, nie daję ci szansy. Po prostu nie wiem co robić.
- Bo ci uwierzę. - Zaśmiał się delikatnie. - Wstałam i udałam się do wyjścia. 14 dni na wolności. Trzeba to wykorzystać. Złapałam Zayna za rękę i pociągnęłam go w stronę auta.- Pojedziemy na zakupy? - Zapytałam słodko choć w środku byłam zła. Wsiedliśmy i już po paru minutach byliśmy pod jednym z najdroższych sklepów, weszliśmy do środka za rękę.Wrzucałam wszystko co chociaż trochę mi się podobało. Po paru minutach byliśmy już przy kasie. Ponad dwa tysiące funtów. Zayn bez słowa zapłacił i wziął torby.
- Gdzie teraz księżniczko? - Powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Zawieź mnie do Demi.
- Ale..
- Zawieziesz mnie czy nie?
- No dobrze, ale jak już tam dojedziemy musisz iść za mną.
- Dobrze. - Uśmiechnęłam się i wsiadłam do auta. Jazda trwała wieczność, bo ponad 40 minutach byliśmy na łące i nadal jechaliśmy. Zayn położył dłoń na moim udzie i spojrzał się, odwróciłam się w stronę bocznej szyby. Nie chciałam żeby mnie dotykał. Po paru minutach zauważyłam mały drewniany domek pośród drzew.
** Oczami Zayna **
Kiedy tylko zatrzymałem auto Miley wybiegła.
- Stój! Nie idź tam! - Moje krzyki nic nie dawały, zacząłem za nią biec. Zniknęła między drzewami. Krzyczałem jej imię, ona nie wie jak tutaj jest. Mój głos się łamał, nie widziałem jej. Usłyszałem strzał, nogi mi się ułamały i upadłem. Błagam żeby nie, to nie możliwe. Podbiegły do mnie dwie znajome twarze.
- Panie Malik! Zastrzeliliśmy dziewczynę! - Na ich twarzy rysował się uśmiech.
- Wy, wy nie mogliście. - Nie mogłem wstać.
- Panie Malik ale?
- Przynieście tu mojego aniołka. Proszę.. - Modliłem się żeby nie była to ona. Jednak, na rękach nieśli ją.. Wziąłem ją i przytuliłem. Morze łez pojawiło się na moim policzku. Zabiłem ją. Moi ludzie zabili ją. Usłyszałem płacz, moja siostra.
- Zayn?! Kto to?! Nie mów że..
- Tak to ona..
- Jak mogłeś?! Jak!?
- Ja..
- Nie tłumacz się już, nienawidzę cię! - Zniknęła mi z oczu. Zabrałem broń jednemu z nich i użyłem jej tak jak powinna być użyta.. Już zawszę będę z moim skarbem..
To ja może nie będę komentować rozdziału, mam nadzieję że podoba się wam. :) Dzisiaj o 20 pojawi się prolog do nowego opowiadania.
Mam tylko nadzieje że nie doprowadziłam nikogo do płaczu. c: x
wtorek, 8 października 2013
Rozdział 29
WŁĄCZ: KLIK
- Jest pani oskarżona o zabicie Harrego Stylesa. - Założyli mi kajdanki i zaczęli ciągnąć w stronę drzwi.
- To nie ja! Wrobił mnie!
- Wszystko co powiesz może być wykorzystane przeciwko tobie. - Nie rozumiałam co się stało, chciał się zemścić ale na pewno nie w ten sposób.
- Wy nic nie rozumiecie. Nie ja zabiłam Harrego! Czy naprawdę byłabym taka głupia żeby zostać w domu?!
- Wszystko wytłumaczysz na miejscu.
- Nie mam co tłumaczyć.
- Proszę się nie stawiać.
**Oczami Nialla**
Siedzieliśmy w małym pokoju. Bardzo małym, oni na kanapie a ja przypięty to krzesła. Jarali fajki i pili, śmieli się.
- Możecie mi chociaż powiedzieć co macie zamiar zrobić? - Roześmiali się jeszcze bardziej.
- Nic, Miley już nie ma. Nie wróci.
- Zabiliście ją, jesteście żałośni.
- Zabicie jej jest za proste, pocierpi w więzieniu. - Ciągle rozmawiałem z Liamem, Zayn siedział już cicho.
- Fantastycznie.
- Kurwa co?! Nie taki był plan! - Odezwał się Malik.
- Kazałeś mi robić to po mojemu.
- MIAŁEŚ ICH ZNALEŹĆ A NIE WYDAWAĆ JĄ DO WIĘZIENIA!
- Uspokój się.
- Jak ja kurwa mam być spokojny? Jak?! Ona miała być ze mną. Żyć ze mną. Nie w wiezieniu!
- Malik zdecyduj się czego chcesz, najpierw chcesz mieć z nią rodzinę potem ją zabić.
- Ty nic nie rozumiesz.
- Szczerze nie muszę nic rozumieć, nara. - Liam wyszedł trzaskając drzwiami. Zayn usiadł i schował twarz w dłoniach.
- Co teraz masz zamiar zrobić? - Zapytałem cicho.
- Wyciągnąć ją.
- A ja?
- Już. - Podszedł do mnie i rozwiązał te wszystkie sznurki. Kiedy skończył założył kurtkę i spojrzał się.
- Na co czekasz? Idź.
- Pomogę ci. - Zależało mi tylko na Miley. Na niczym innym.
- To moja sprawa.
- Moja również.
- Nie dam ci do niej dojść, zapomnij o tym.
- Czy ty naprawdę myślisz że pozwolę jej zostać z tobą? Ona jest w ciąży ZE MNĄ.
- Nie interesują mnie twoje argumenty, idziesz czy mam ci pomóc?
- Chociaż daj mi się z nią zobaczyć.
- Może potem. - Otworzył drzwi i wyszedł, wyszedłem od razu za nim i okazało się że jesteśmy w piwnicy domu Louisa. Nie mam pojęcia gdzie jest Lou i cała reszta. To wszystko to jakaś gra, z której po prostu nie ma wyjścia chyba że umrzesz. Zayn bez słowa podał mi kluczyki od auta i wyjechał swoim. Wsiadłem i pojechałem do hotelu, musiałem przemyśleć to wszystko.
**Oczami Miley**
Ponad godzinę przesłuchiwali mnie, nie wierzą mi. Nie dziwię się, sama bym nie uwierzyła. Wsadzili mnie do drobnej celi w której ledwo mieściło się łóżko, stolik i toaleta. Zastanawiałam się czy powiedzieć że jestem w ciąży, o ile te dziecko jeszcze żyje. Bo ja już nie chcę żyć. Grozi mi od 10 do 25 lat za nic. Burczało mi w brzuchu, ale nie chciałam jeść. Myślałam tylko co dalej? Bo najlepszym rozwiązaniem będzie udanie się tam do góry. To wszystko nie ma sensu, czy mój tata jeszcze żyje? Nie wiem nic, zupełnie nic. Usłyszałam otwierające się drzwi, podniosłam głowę do góry i zobaczyłam go.
No to jest 29, po jutrze dodam ostatni rozdział a w piątek okaże się prolog do nowego opowiadania :)) Komentujcie <3 xx
- Jest pani oskarżona o zabicie Harrego Stylesa. - Założyli mi kajdanki i zaczęli ciągnąć w stronę drzwi.
- To nie ja! Wrobił mnie!
- Wszystko co powiesz może być wykorzystane przeciwko tobie. - Nie rozumiałam co się stało, chciał się zemścić ale na pewno nie w ten sposób.
- Wy nic nie rozumiecie. Nie ja zabiłam Harrego! Czy naprawdę byłabym taka głupia żeby zostać w domu?!
- Wszystko wytłumaczysz na miejscu.
- Nie mam co tłumaczyć.
- Proszę się nie stawiać.
**Oczami Nialla**
Siedzieliśmy w małym pokoju. Bardzo małym, oni na kanapie a ja przypięty to krzesła. Jarali fajki i pili, śmieli się.
- Możecie mi chociaż powiedzieć co macie zamiar zrobić? - Roześmiali się jeszcze bardziej.
- Nic, Miley już nie ma. Nie wróci.
- Zabiliście ją, jesteście żałośni.
- Zabicie jej jest za proste, pocierpi w więzieniu. - Ciągle rozmawiałem z Liamem, Zayn siedział już cicho.
- Fantastycznie.
- Kurwa co?! Nie taki był plan! - Odezwał się Malik.
- Kazałeś mi robić to po mojemu.
- MIAŁEŚ ICH ZNALEŹĆ A NIE WYDAWAĆ JĄ DO WIĘZIENIA!
- Uspokój się.
- Jak ja kurwa mam być spokojny? Jak?! Ona miała być ze mną. Żyć ze mną. Nie w wiezieniu!
- Malik zdecyduj się czego chcesz, najpierw chcesz mieć z nią rodzinę potem ją zabić.
- Ty nic nie rozumiesz.
- Szczerze nie muszę nic rozumieć, nara. - Liam wyszedł trzaskając drzwiami. Zayn usiadł i schował twarz w dłoniach.
- Co teraz masz zamiar zrobić? - Zapytałem cicho.
- Wyciągnąć ją.
- A ja?
- Już. - Podszedł do mnie i rozwiązał te wszystkie sznurki. Kiedy skończył założył kurtkę i spojrzał się.
- Na co czekasz? Idź.
- Pomogę ci. - Zależało mi tylko na Miley. Na niczym innym.
- To moja sprawa.
- Moja również.
- Nie dam ci do niej dojść, zapomnij o tym.
- Czy ty naprawdę myślisz że pozwolę jej zostać z tobą? Ona jest w ciąży ZE MNĄ.
- Nie interesują mnie twoje argumenty, idziesz czy mam ci pomóc?
- Chociaż daj mi się z nią zobaczyć.
- Może potem. - Otworzył drzwi i wyszedł, wyszedłem od razu za nim i okazało się że jesteśmy w piwnicy domu Louisa. Nie mam pojęcia gdzie jest Lou i cała reszta. To wszystko to jakaś gra, z której po prostu nie ma wyjścia chyba że umrzesz. Zayn bez słowa podał mi kluczyki od auta i wyjechał swoim. Wsiadłem i pojechałem do hotelu, musiałem przemyśleć to wszystko.
**Oczami Miley**
Ponad godzinę przesłuchiwali mnie, nie wierzą mi. Nie dziwię się, sama bym nie uwierzyła. Wsadzili mnie do drobnej celi w której ledwo mieściło się łóżko, stolik i toaleta. Zastanawiałam się czy powiedzieć że jestem w ciąży, o ile te dziecko jeszcze żyje. Bo ja już nie chcę żyć. Grozi mi od 10 do 25 lat za nic. Burczało mi w brzuchu, ale nie chciałam jeść. Myślałam tylko co dalej? Bo najlepszym rozwiązaniem będzie udanie się tam do góry. To wszystko nie ma sensu, czy mój tata jeszcze żyje? Nie wiem nic, zupełnie nic. Usłyszałam otwierające się drzwi, podniosłam głowę do góry i zobaczyłam go.
No to jest 29, po jutrze dodam ostatni rozdział a w piątek okaże się prolog do nowego opowiadania :)) Komentujcie <3 xx
czwartek, 3 października 2013
Rozdział 28
włącz: http://www.youtube.com/watch?v=My2FRPA3Gf8
Zobaczyłam Harrego leżącego na ziemi. Zayn z Liamem trzymali Nialla. Pobiegłam do Harrego, padłam na kolana i próbowałam wyczuć jakikolwiek puls. Nic.
Zaczęłam płakać i krzyczeć.
- Co ty zrobiłeś?! - Wykrzyczałam przez płacz.
- Nikt nie będzie stał nam na drodze do szczęścia.
- Daj mi telefon! - Wstałam.
- Nie. - Zdenerwował mnie jeszcze bardziej. Miałam ochotę zabić go.
- To nie. - Znów klęknęłam przy moim przyjacielu.
- Harry? Harry odezwij się! Jakikolwiek znak! Nie możesz mnie zostawić, nas! - Płakałam co raz bardziej, nie mogłam uwierzyć co się dzieje. Pobiegłam do kuchni po apteczkę. Jednak były tam tylko plastry. Wróciłam szybko do salonu. Nie było ich. Nie było Nialla. Jestem żałosna. Jedyne co przyszło mi do głowy to pojechać do babci Harrego. Wytłumaczyć wszystko, zasługuje na to. Złapałam za klamkę drzwi, zamknięte. Zaczęłam szperać po kieszeniach Harrego szukając telefonu. Jest. Wybrałam numer Zayna.
- Co? - Ten głos.. Ten obrzydliwy głos.
- Wypuść Nialla!
- Jak będę chciał.
- Po co ci on?!
- Nie twój biznes.
- Tak najlepiej zabij wszystkich idź do burdelu, prześpij się z jakimiś dziwkami i wszystko będzie dobrze.
- Jesteś żałosna.
- Żałosna byłam kiedy wierzyłam ci że wszystko będzie zajebiście. Nie obchodziło mnie zdanie innych, liczyłeś się tylko ty. Wiesz co? Kochałam cię. Miałeś być pierwszym i ostatnim, ale wolałeś wszystko spierdolić. - Usłyszałam krzyczący głos Nialla.
- Uciekaj! Nie martw się po prostu..
- Rozłączyli się. Załamałam się. Jestem zamknięta w domu psychopaty z ciałem mojego przyjaciela. Nie miałam wyjścia. Musiałam uciec i znaleźć pomoc. Pobiegłam na górę. Weszłam do sypialni Zayna. Przebrałam się w jego ciuchy. Poszłam do schowka gdzie były narzędzia. Wzięłam jakiś młotek i parę innych rzeczy. Podeszłam do szklanych drzwi od ogrodu i zaczęłam walić w szybę z całej siły. Jedyne co udało mi się zrobić to małe pęknięcia . Odwróciłam się w stronę ciała Harrego.
Znów łzy na moich policzkach. Osunęłam się po drzwiach w dół. Jestem okropna. Żałosna i cholernie głupia. Nie mam pojęcia co jest mojemu ojcu, Demi. Gdzie jest Demi? Jeśli Zayn jest takim bratem jak chłopakiem to sprzedał ją komuś. A co z Louisem? Co z Niallem? Drzwi wejściowe roztrzaskały się.
- Policja! Ręce na ścianę! - Policja?!
Mam nadzieję że rozdział się podoba. ;) Komentujcie <3 ily xx
Zobaczyłam Harrego leżącego na ziemi. Zayn z Liamem trzymali Nialla. Pobiegłam do Harrego, padłam na kolana i próbowałam wyczuć jakikolwiek puls. Nic.
Zaczęłam płakać i krzyczeć.
- Co ty zrobiłeś?! - Wykrzyczałam przez płacz.
- Nikt nie będzie stał nam na drodze do szczęścia.
- Daj mi telefon! - Wstałam.
- Nie. - Zdenerwował mnie jeszcze bardziej. Miałam ochotę zabić go.
- To nie. - Znów klęknęłam przy moim przyjacielu.
- Harry? Harry odezwij się! Jakikolwiek znak! Nie możesz mnie zostawić, nas! - Płakałam co raz bardziej, nie mogłam uwierzyć co się dzieje. Pobiegłam do kuchni po apteczkę. Jednak były tam tylko plastry. Wróciłam szybko do salonu. Nie było ich. Nie było Nialla. Jestem żałosna. Jedyne co przyszło mi do głowy to pojechać do babci Harrego. Wytłumaczyć wszystko, zasługuje na to. Złapałam za klamkę drzwi, zamknięte. Zaczęłam szperać po kieszeniach Harrego szukając telefonu. Jest. Wybrałam numer Zayna.
- Co? - Ten głos.. Ten obrzydliwy głos.
- Wypuść Nialla!
- Jak będę chciał.
- Po co ci on?!
- Nie twój biznes.
- Tak najlepiej zabij wszystkich idź do burdelu, prześpij się z jakimiś dziwkami i wszystko będzie dobrze.
- Jesteś żałosna.
- Żałosna byłam kiedy wierzyłam ci że wszystko będzie zajebiście. Nie obchodziło mnie zdanie innych, liczyłeś się tylko ty. Wiesz co? Kochałam cię. Miałeś być pierwszym i ostatnim, ale wolałeś wszystko spierdolić. - Usłyszałam krzyczący głos Nialla.
- Uciekaj! Nie martw się po prostu..
- Rozłączyli się. Załamałam się. Jestem zamknięta w domu psychopaty z ciałem mojego przyjaciela. Nie miałam wyjścia. Musiałam uciec i znaleźć pomoc. Pobiegłam na górę. Weszłam do sypialni Zayna. Przebrałam się w jego ciuchy. Poszłam do schowka gdzie były narzędzia. Wzięłam jakiś młotek i parę innych rzeczy. Podeszłam do szklanych drzwi od ogrodu i zaczęłam walić w szybę z całej siły. Jedyne co udało mi się zrobić to małe pęknięcia . Odwróciłam się w stronę ciała Harrego.Znów łzy na moich policzkach. Osunęłam się po drzwiach w dół. Jestem okropna. Żałosna i cholernie głupia. Nie mam pojęcia co jest mojemu ojcu, Demi. Gdzie jest Demi? Jeśli Zayn jest takim bratem jak chłopakiem to sprzedał ją komuś. A co z Louisem? Co z Niallem? Drzwi wejściowe roztrzaskały się.
- Policja! Ręce na ścianę! - Policja?!
Mam nadzieję że rozdział się podoba. ;) Komentujcie <3 ily xx
niedziela, 29 września 2013
Rozdział 27
** Oczami Miley **
- Niall i co teraz? - Zapytałam przerażona bo wiedziałam że Zayn nie będzie oszczędzał Harrego.
- Nic.
- Jak kurwa nic?! Nie możemy go zostawić!
- Jesteś w ciąży i nie możesz.. - Przerwałam mu.
- I co z tego? To nie choroba.
- Nie rozumiesz że jak tam pojedziemy to oni nas zabiją?!
- On nie, nie zabije nas. Gdyby chciał po prostu by to zrobił ale on chcę się pobawić.
- Nie interesuje mnie to, zostajemy tu.
- Chyba ty bo na pewno nie ja. - Powiedziałam i udałam się w stronę drzwi. Po chwili poczułam uścisk na dłoni.
- Miley!
- Spierdalaj! - Wyswobodziłam się i wybiegłam z budynku. Spojrzałam na zegarek.
- Mam czas. - Powiedziałam i pobiegłam na postój taksówek. Podałam adres Louisa. Byłam roztrzęsiona, nie ważne co się teraz wydarzy nie pozwolę skrzywdzić Harrego. Po paru minutach dojechałam na miejsce. Zapłaciłam facetowi i choć nie było to tyle ile kosztowała podróż puścił mnie. Weszłam do środka i to co zastałam.. Nie do opisania. Harry pobity, nieprzytomny siedzący na krześle, a on siedział na kanapie. Obok niego.. Ten sam przed którym Zayn mnie bronił. Pobiegłam do Harrego jednak na marne gdyż po minucie ktoś mnie odciągnął.
- Puść ją już. - Puścił mnie a wtedy Zayn podszedł i złapał mnie za podbródek.
- Wiesz że nie ładnie uciekać.. - Powiedział głaszcząc mnie po policzku.
- Wypuść Harrego!
- A co za to dostanę? - Włożył rękę pod moją bluzkę i szedł powoli w górę.
- Ja, ja zostanę.
- Dobra dziewczynka. - Chciał mnie pocałować ale odsunęłam się.
- Mogę pożegnać się z Harrym?
- My się już z nim pożegnamy. Idź na górę i przebierz się. - Bez słowa udałam się na górę. Na łóżku leżała mała torebka. Wyjęłam z niej skąpą bieliznę. Cudownie.. - Powiedziałam pod nosem. Udałam się do łazienki i odkręciłam wodę w wannie. Weszłam do środka i zwiększyłam strumień wody, rozległ się strzał.. Przesłyszałam się? Umyłam się i wyszłam z wanny. Założyłam to coś na siebie i usiadłam na łóżku. Krzyk dobiegł z dołu. Nie zastanawiając się zbiegłam na dół i zobaczyłam..
Mam nadzieję że się podoba :) Komentujcie bo dajecie motywacje ;> xx
- Niall i co teraz? - Zapytałam przerażona bo wiedziałam że Zayn nie będzie oszczędzał Harrego.
- Nic.
- Jak kurwa nic?! Nie możemy go zostawić!
- Jesteś w ciąży i nie możesz.. - Przerwałam mu.
- I co z tego? To nie choroba.
- Nie rozumiesz że jak tam pojedziemy to oni nas zabiją?!
- On nie, nie zabije nas. Gdyby chciał po prostu by to zrobił ale on chcę się pobawić.
- Nie interesuje mnie to, zostajemy tu.
- Chyba ty bo na pewno nie ja. - Powiedziałam i udałam się w stronę drzwi. Po chwili poczułam uścisk na dłoni.
- Miley!
- Spierdalaj! - Wyswobodziłam się i wybiegłam z budynku. Spojrzałam na zegarek.
- Mam czas. - Powiedziałam i pobiegłam na postój taksówek. Podałam adres Louisa. Byłam roztrzęsiona, nie ważne co się teraz wydarzy nie pozwolę skrzywdzić Harrego. Po paru minutach dojechałam na miejsce. Zapłaciłam facetowi i choć nie było to tyle ile kosztowała podróż puścił mnie. Weszłam do środka i to co zastałam.. Nie do opisania. Harry pobity, nieprzytomny siedzący na krześle, a on siedział na kanapie. Obok niego.. Ten sam przed którym Zayn mnie bronił. Pobiegłam do Harrego jednak na marne gdyż po minucie ktoś mnie odciągnął.
- Puść ją już. - Puścił mnie a wtedy Zayn podszedł i złapał mnie za podbródek.
- Wiesz że nie ładnie uciekać.. - Powiedział głaszcząc mnie po policzku.
- Wypuść Harrego!
- A co za to dostanę? - Włożył rękę pod moją bluzkę i szedł powoli w górę.
- Ja, ja zostanę.
- Dobra dziewczynka. - Chciał mnie pocałować ale odsunęłam się.
- Mogę pożegnać się z Harrym?
- My się już z nim pożegnamy. Idź na górę i przebierz się. - Bez słowa udałam się na górę. Na łóżku leżała mała torebka. Wyjęłam z niej skąpą bieliznę. Cudownie.. - Powiedziałam pod nosem. Udałam się do łazienki i odkręciłam wodę w wannie. Weszłam do środka i zwiększyłam strumień wody, rozległ się strzał.. Przesłyszałam się? Umyłam się i wyszłam z wanny. Założyłam to coś na siebie i usiadłam na łóżku. Krzyk dobiegł z dołu. Nie zastanawiając się zbiegłam na dół i zobaczyłam..
Mam nadzieję że się podoba :) Komentujcie bo dajecie motywacje ;> xx
piątek, 27 września 2013
Rozdział 26
- Przecież miałem trzymać się od niej z daleka.- Sytuacja się zmieniła.
- No dobra ale masz jakieś wskazówki gdzie może być?
- Na pewno jest z Niallem i raczej są w Londynie. Pewnie kupili jakieś mieszkanie.
- Kto mógł mieć z nimi ostatnio kontakt. ?
-Chyba Harry. - Już byłem pewien że będzie u Harrego lub on będzie wiedział gdzie jest.
- To jedziemy. - Wsieliśmy do auta i pojechaliśmy w stronę domu Hazzy.
** Oczami Harrego **
Siedziałem zapłakany w swoim pokoju. Dlaczego ona musi tak cierpieć? Dlaczego nie mogę jej pomóc? Jestem żałosny, powinienem ją chronić przed tym całym gównem. Moje rozmyślenia przerwał krzyk mojej babci. Zbiegłem na dół i jedyne co zobaczyłem to dwóch drani z pistoletem przy głowie mojej babuni.
- Zbieraj się loczku. - Warknął Zayn. Spojrzałem na babcię i kiwnąłem głową.
- Puść ją i chodź. - Powiedziałem udając się w ich stronę. Popchnęli ją lekko a babcia zaczęła krzyczeć.
- Zamknij się. - Powiedział Liam obracając broń w moją stronę.
- Babciu nie martw się, niedługo wrócę. - Powiedziałem i podszedłem do nich. Wyszliśmy i wsialiśmy do auta.
- Czego chcecie? - Zapytałem.
- Kiedy kontaktowałeś się z Niallem lub z Miley? - warknął Liam.
- Nie wiem gdzie są i co się z nimi dzieje.
- Kłamiesz. - Auto się zatrzymało. Wyciągnęli mnie z auta i przystawili pistolet to głowy.
- Strzelaj, śmiało. - Zaśmiali się.
- Mów gdzie są.
- Głuchy jesteś? Nie wiem. - Szarpali mną.
- Mów.
- Nie powiem wam.
- Nie to nie. - Powiedział Zayn i wyszarpał z mojej kieszeni telefon. Wybrał kogoś numer i przystawił słuchawkę do mnie.
- Pogadaj sobie z nim. - Zacząłem krzyczeć do słuchawki. Kiedy to Liam mnie kopał. Zayn zabrał telefon i zaczął mówić.
- Słuchaj blondi, loczek powiedział gdzie jesteście. Mamy propozycję, przyjedzcie do domu Louisa, inaczej wasz przyjaciel nie pożyję długo, macie czas do północy. - Rozłączył się. Coś twardego uderzyło mnie w głowę i film się urwał.
Postanowiłam dokończyć te opowiadanie i zacząć nowe ;))) Nowe opowiadanie zacznie się 05.10.2013 o ile wyrobie się z prologiem, postaciami tłem itp ;> Mam nadzieje że podoba wam się rozdział (: xx
niedziela, 22 września 2013
Nie wiem od czego zacząć. Jestem zła. Pod ostatnim rozdziałem 2 komentarze, a wiem że ludzie to czytają. Czy tak trudno wyrazić swoją opinie w komentarzu? Zajmie to maksimum 3 minuty a ja zdobędę motywacje do pisania. W tej chwili czuję się jak bym pisała dla siebie, to smutne bo staram się jak tylko mogę a i tak są tylko te 2 komentarze. Dziękuje bardzo tym osobom które wchodzą tu codziennie czekając na kolejny rozdział, dziękuje tym osobom które motywują mnie do pisania. Serio jeśli rozdział ci się nie podoba to napisz to, nie przestanę pisać bo każdy popełnia błędy i uczy się nowych rzeczy. Zostawisz swoją opinie, ja ją przeczytam i nawet jeśli będzie negatywna i tak wezmę ją do serca i postaram się pisać jeszcze lepiej. Do czego zmierzam.. Nie wiem czy będę jeszcze pisać. Nie wiem czy skończę tego imagina, tym bardziej nie wiem co z tym nowym bo wszystko było dobrze a teraz ludzie wchodzą przeczytają i idą. Rozumiem zaczęła się szkoła, mniej czasu itp ale skoro znajdziesz te 5 minut na przeczytanie moich wypocin to jestem pewna że zdążysz napisać komentarz. Nie jestem pewna ale jeśli będę musiała to usunę bloga. To tyle. xx
poniedziałek, 16 września 2013
Rozdział 25

Włącz: http://www.youtube.com/watch?v=My2FRPA3Gf8
Jechałem do szpitala z nadzieją że tam ją znajdę. Kiedy zapytałem o nią odpowiedź babki za szklaną szybą osłabiła mnie.
- Przepraszam co? - Zapytałem.
- Odebrał ją jej narzeczony. Pan Horan o ile się nie mylę.
- Jak pan Horan?!
- Myślę że powinien pan wyjść. - Udałem się w stronę wyjścia. Stałem pod szpitalem i myślałem co dalej. Musiałem sięgnąć po najgorsze, - Liam. Wybrałem jego numer, po 2 sygnale odebrał.
- Czego?
- Może milej?
- Oo hej Zaynuś jak się masz? hahaha nie. Czego chcesz?
- Musisz mi pomóc.
- Ojoj Zayn ma kłopoty? Jak mi przykro.
- Słuchaj gówniarzu, musisz mi pomóc czy chcesz czy nie.
- A co będę z tego miał?
- Zapłacę ci.
- Kurwa ja mam kasę.
- A co chcesz?
- Załatw towar.
- Dobrze.
- Chcę pół kilo.
- Pojebało cię?! - Wkurwił mnie.- No wiesz, takie usługi są kosztowne.
- Dobra.
- Czekaj pod Starbucksem o 18. - Rozłączył się. Spojrzałem na zegarek, 16. Tak szybko jak mogłem pojechałem do domu. Louis miał w domu pannę. A dokładnie to 3.
- Musisz mi pomóc! - Krzyknąłem.
- Jestem zajęty.
- Widzę.
- Czego chcesz?
- Potrzebuje towaru.
- No spoko. Weź sobie. - Wskazał na torbę w rogu. Podszedłem i wyjąłem 4 małe woreczki.
- Tylko tyle?!
- A ile kuźwa chcesz?
- Potrzebuje pół kilo.
- CO?! Po chuj ci tyle?
- To nie dla mnie.
- A dla kogo.
- Dla, dla Liama.
- Tego Liama?!
- Tak, tego.
- Na kiedy? Nie wyrobie się.
- Na 18.
- W półtorej godziny mam pojechać do jebanego farmera który mieszka godzinę stąd? Nie wyrobie się. Nie da rady.- Nie rozumiesz że ja to muszę mieć!
- Daj mu to co masz a resztę jak zrobi co chcesz.
- Nie zgodzi się.
- Zgodzi.
- Obyś miał rację. - Wziąłem torbę na ramię i powoli jechałem na miejsce spotkania. Czekał już na mnie. Na luzie podszedłem do niego, dał mi znak żebym podał mu torbę. Zrobiłem to. Otworzył ją i spojrzał na mnie?
- Ty umiesz liczyć? To nie jest nawet 100 gram.
- Resztę dostaniesz na końcu.
- No dobra, czego chcesz?
- Musisz ich znaleźć.
- Kogo?
- Miley i Nialla.
No to mamy 25 rozdział :3 jeszcze 7 do końca ;)) Mam nadzieje że się podoba. Jeśli to czytasz to zostaw komentarz :)))) x
sobota, 14 września 2013
Rozdział 24
- Chcę zaryzykować. - Powiedziałam.- Jesteś pewna? Jeszcze teraz możemy usunąć dziecko a potem nie będzie odwrotu.
- Nie zabiję tego maleństwa.
- No dobrze.
- Kiedy będę mogła wyjść?
- Dzisiaj jak tylko pobierzemy krew. - Ucieszyłam się, wszyscy się rozeszli a ja zaczęłam zbierać się. Pielęgniarka pobrała krew a ja nie wiedziałam gdzie iść. Zadzwoniłam do Harrego.
- Hej loczku.
- Hej! Gdzie ty jesteś?
- Odbierz mnie ze szpitala. - Powiedziałam i rozłączyłam się. Nie musiałam długo czekać. Bo 10 minutach przyjechało czerwone ferrari Nialla. Obydwoje wyszli z auta.
- Nie mogłaś zadzwonić? - Zaczął blondyn.
- Zadzwoniłam.
- Do mnie. Do mnie mogłaś zadzwonić.
- Nie ważne. - Wsiadłam na tylne siedzenie. Nie odzywałam się, po paru minutach byliśmy pod jakimś blokiem lub hotelem.
- To nie dom Hazzy. - Powiedziałam niezadowolona.
- Miley.. Ja, lepiej jak zostaniesz z Niallem. - Powiedział Harry.
- Co?!
- Nie dam ci tego co on. - Powiedział i pocałował mnie w czoło po czym odszedł.
- Ale! Harry!
- Chodź skarbie. - Powiedział blondyn i splótł nasze ręce. Weszliśmy do środka, było ślicznie jednak ja nie miałam humoru i choć Niall starał się rozśmieszyć mnie nie udawało mu się.
- Kochanie rozchmurz się.
- Nie mogę.
- O co chodzi? Możemy być szczęśliwi.
- Nie będziemy szczęśliwi.
- Będziemy.
- Nie, on mnie znajdzie i dobiję.
- Nie zrobi ci nic.
- Dobrze wiesz że zrobi. - Powiedziałam i wstałam.
- Ale Miley..
- Muszę stąd wyjechać.
- Gdzie? Nigdzie nie jedziesz.
- Muszę wyjechać z kraju.
- Znajdzie cię.
- Jak? - Spojrzałam na niego i zmarszczyłam czoło.
- Wyrzuć jebany telefon bo masz tam gps.
- Nie pomyślałam. - Wzięłam telefon i wyjęłam kartę sim, iphona wyrzuciłam przez balkon.
- Nigdzie nie jedziesz.
- Muszę stąd uciec. Muszę chronić siebie i dziecko.
- To zostań ze mną.
- Nie mogę.
** Oczami Zayna **
- Louis kurwa jak się to zepsuło?!
- No normalnie, musiała zniszczyć telefon.
- Zajebiście. Ciekawe jak ją znajdę. - Wkurwiłem się.
- Zostaw ją już.
- Nie, ona musi ponieść konsekwencje.
- Znowu ją chcesz pobić? Zabij ją i tyle.
- Musi pocierpieć. - Powiedziałem i opuściłem dom, wsiadłem do auta.
Dzisiaj taki krótki bo nie mam czasu. Postaram się dodać następny rozdział w ciągu 2 dni ponieważ muszę jak najszybciej skończyć tego imagina i zacząć pisać następnego. Mam nadzieje że się podoba ;) x
poniedziałek, 9 września 2013
Rozdział 23
WŁĄCZ ;)
Usiadłem na krześle obok łóżka. Miała zamknięte oczy i na twarzy jakąś maskę, złapałem ją za rękę. Maszyna z biciem serca pikała równo i powoli, tępo przyśpieszało. Wybiegłem na korytarz szukając lekarza. Co teraz? Siedzę na oddziale na prawdę chorych ludzi. Z pokoju wyszedł lekarz.
- Doktorze! - Podbiegłem do faceta w białym fartuchu.
- Proszę stąd jechać, trochę potrwa za nim partnerka wróci do domu.
- Co z nią?
- Dziecko żyję. Jednak ciąża może zagrażać jej życiu.
- Nie, to nie możliwe!
- Proszę pana, czekamy aż Miley się obudzi i podejmie decyzje.
- Nie! Jeżeli ona może umrzeć to nad czym wy się zastanawiacie?!
- Wybór należy do niej. Przepraszam muszę iść. - Odszedł. Ja wsiadłem do auta i pojechałem do domu. Przekręciłem klucz w zamku i wszedłem do środka. Nie tak wyobrażałem sobie to wszystko. Na kanapie w salonie siedział Zayn z Louisem. Zagotowałem się kiedy go zobaczyłem.
- O blondas wrócił. - Powiedział chamsko Malik.
- Spierdalaj dobra? - Powiedziałem i rzuciłem się na fotel.
- Jak będę chciał. Gdzie byłeś?
- Nie twój biznes.
- Mów kurwa.
- W szpitalu. Tak urządziłeś kobietę swojego życia..
- Co z nią?
- Tak ją pobiłeś że mało co nie straciła dziecka, plus możliwe że umrze. - Spojrzał się na mnie zdziwiony.
- To nie moja wina.
- Niee to Harry ją załatwił.
- Zamknij się.
- Dam ci radę Malik. Zostaw ją w spokoju.
- Ona jest moja.
- Jedyne co jest to twoje jaja. Ohh przepraszam nie masz ich.
- Zabiję cie gówniarzu. - Wstawał już z kanapy ale Louis go powstrzymał.
- Wyluzuj. - Próbował go uspokoić.
- Zrób z nim porządek Lou bo jak nie to ja to zrobię. - Warknął. A ja pobiegłem na górę. Wziąłem pieniądze i karty. Spakowałem rzeczy i wybiegłem z domu. Pojechałem do hotelu i wynająłem apartament. Myślałem co dalej? Co stanie się jak Zayn odnajdzie Miley? Muszę ją chronić przed tym złym światem. Rzuciłem się na łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
** Oczami Miley **
Kiedy otworzyłam oczy pierwsze co zobaczyłam to lekarze na około mnie, jeden przy mnie a inni w okolicach nóg i brzucha.
Dobrze wiedziałam że przywiózł mnie tu Niall. Bałam się że Zayn mnie znajdzie i po prostu zabiję. Chciałam żyć dla dziecka, urodzić i być szczęśliwa SAMA. Te myśli krążyły po mojej głowie kiedy lekarz po raz nie wiem który krzyknął moje imię.
- Po co pan krzyczy?
- Bo chyba mnie nie słyszałaś.
- Ohh.. Przepraszam.
- Nie szkodzi. Jak się czujesz?
- Dobrze, lecz to nie ważne. Co z dzieckiem?
- Właśnie..
- Żyję prawda?!
- Tak. Jednak problem tkwi w tym że podczas ciąży na 39 procent jest ryzyko że poronisz, a pod czas porodu jest 61 procent na to że.. - Przerwałam mu.
- Na co?! Na to że dziecko będzie martwe..? - Łzy spłynęły po moich policzkach
- Nie.. Na to że.. umrzesz.
To nie tak miało się potoczyć ;-; miało być inaczej ale nie mam weny. Mam jedynie nadzieje że wam się podoba.
Przepraszam za to że nie dodaję rozdziałów, ale po prostu nie mam czasu ani weny. Zaczęła się szkoła i do tego dostałam psa. Mam mało czasu ale postaram się dodawać co 2-3 dni ;))) xx
Usiadłem na krześle obok łóżka. Miała zamknięte oczy i na twarzy jakąś maskę, złapałem ją za rękę. Maszyna z biciem serca pikała równo i powoli, tępo przyśpieszało. Wybiegłem na korytarz szukając lekarza. Co teraz? Siedzę na oddziale na prawdę chorych ludzi. Z pokoju wyszedł lekarz.
- Doktorze! - Podbiegłem do faceta w białym fartuchu.
- Proszę stąd jechać, trochę potrwa za nim partnerka wróci do domu.
- Co z nią?
- Dziecko żyję. Jednak ciąża może zagrażać jej życiu.
- Nie, to nie możliwe!
- Proszę pana, czekamy aż Miley się obudzi i podejmie decyzje.
- Nie! Jeżeli ona może umrzeć to nad czym wy się zastanawiacie?!
- Wybór należy do niej. Przepraszam muszę iść. - Odszedł. Ja wsiadłem do auta i pojechałem do domu. Przekręciłem klucz w zamku i wszedłem do środka. Nie tak wyobrażałem sobie to wszystko. Na kanapie w salonie siedział Zayn z Louisem. Zagotowałem się kiedy go zobaczyłem.
- O blondas wrócił. - Powiedział chamsko Malik.
- Spierdalaj dobra? - Powiedziałem i rzuciłem się na fotel.
- Jak będę chciał. Gdzie byłeś?
- Nie twój biznes.
- Mów kurwa.
- W szpitalu. Tak urządziłeś kobietę swojego życia..
- Co z nią?
- Tak ją pobiłeś że mało co nie straciła dziecka, plus możliwe że umrze. - Spojrzał się na mnie zdziwiony.
- To nie moja wina.
- Niee to Harry ją załatwił.
- Zamknij się.
- Dam ci radę Malik. Zostaw ją w spokoju.
- Ona jest moja.
- Jedyne co jest to twoje jaja. Ohh przepraszam nie masz ich.
- Zabiję cie gówniarzu. - Wstawał już z kanapy ale Louis go powstrzymał.
- Wyluzuj. - Próbował go uspokoić.
- Zrób z nim porządek Lou bo jak nie to ja to zrobię. - Warknął. A ja pobiegłem na górę. Wziąłem pieniądze i karty. Spakowałem rzeczy i wybiegłem z domu. Pojechałem do hotelu i wynająłem apartament. Myślałem co dalej? Co stanie się jak Zayn odnajdzie Miley? Muszę ją chronić przed tym złym światem. Rzuciłem się na łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnąłem.** Oczami Miley **
Kiedy otworzyłam oczy pierwsze co zobaczyłam to lekarze na około mnie, jeden przy mnie a inni w okolicach nóg i brzucha.
Dobrze wiedziałam że przywiózł mnie tu Niall. Bałam się że Zayn mnie znajdzie i po prostu zabiję. Chciałam żyć dla dziecka, urodzić i być szczęśliwa SAMA. Te myśli krążyły po mojej głowie kiedy lekarz po raz nie wiem który krzyknął moje imię.
- Po co pan krzyczy?- Bo chyba mnie nie słyszałaś.
- Ohh.. Przepraszam.
- Nie szkodzi. Jak się czujesz?
- Dobrze, lecz to nie ważne. Co z dzieckiem?
- Właśnie..
- Żyję prawda?!
- Tak. Jednak problem tkwi w tym że podczas ciąży na 39 procent jest ryzyko że poronisz, a pod czas porodu jest 61 procent na to że.. - Przerwałam mu.
- Na co?! Na to że dziecko będzie martwe..? - Łzy spłynęły po moich policzkach
- Nie.. Na to że.. umrzesz.
To nie tak miało się potoczyć ;-; miało być inaczej ale nie mam weny. Mam jedynie nadzieje że wam się podoba.
Przepraszam za to że nie dodaję rozdziałów, ale po prostu nie mam czasu ani weny. Zaczęła się szkoła i do tego dostałam psa. Mam mało czasu ale postaram się dodawać co 2-3 dni ;))) xx
wtorek, 3 września 2013
Rozdział 22
Włącz: http://www.youtube.com/watch?v=VT1-sitWRtY
- Nie ważne, czekam na dolę. - Powiedziałem i zbiegłem po schodach na dół.
W drzwiach stał już Zayn, Niall i Louis.
- Długo jej się zejdzie? - Powiedział Zayn.
- Nie wiem, z 10 minut. - Po 15 minutach oczekiwania na dół zeszła pięknie ubrana.
**Oczami Zayna**
- Nie mogłaś założyć czegoś na ramiączka?
- Nie będę pokazywać siniaków. - Powiedziała po czym wyminęła mnie w drzwiach. Zapakowaliśmy się wszyscy do auta. Pojechaliśmy pod szkołę, wszyscy wysiedliśmy i udaliśmy się w stronę wejścia. Po 40 minutach siedzenia na apelu Miley zaczęła narzekać na bóle brzucha.
- Może z nią wyjdę? - Zapytał Hazza.
- To idź. Czekajcie na zewnątrz. - Loczek wyprowadził dziewczynę. Po paru minutach wszyscy opuściliśmy budynek. Siedzieli na ławce. Miley nadal zwijała się z bólu.
- Co ci jest?
- Skąd mam kurwa wiedzieć.
- Mogłabyś być milsza. - Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do auta. Podjechałem pod przychodnie. Miley udała się do ginekologa. Czekaliśmy wszyscy pół godziny, Niall i Louis poszli po coś do jedzenia. Po 20 minutach chłopacy wrócili a jej nadal nie było. Nie wychodziła. Louis pojechał do domu. W końcu wyszła. Ustała pod ścianą, patrzyła się w sufit.
- Co ci jest? - Zapytałem.
- Nie odpowiedziała.
- Co ci do cholery jest?! - Wyszła i stanęła przy aucie.
- Zawieź mnie do ojca.
- Nie, powiedz co ci jest.
- Jestem w ciąży, nie rozumiesz?
- Jak to? Kurwa jak?! Przecież miałaś te swoje proszki! - Z jej oczu wypłynęły łzy.
- Nie krzycz na nią. - Odezwał się blondyn.
- Zamknij się. - Otworzyłem auto i wszyscy wsiedliśmy.
- Masz usunąć te dziecko.
- Nie usunę.
- To nie, nie wiem z kim je wychowasz. Ja nie będę ojcem.
- Kto powiedział że to twoje dziecko? - Wkurwiła mnie. Zatrzymałem sie na poboczu. Wysiadłem i otworzyłem drzwi. Wyciągnąłem ją za włosy siłą z auta.
- Coś ty powiedziała?!
- To nie będzie twoje dziecko.
- A kogo dziwko? Z kim się puszczałaś?!
- Chuj cię obchodzi z kim.
- Mów! - Uderzyłem ją w brzuch i po chwili wysiadł Niall z Harrym. Odciągali mnie od niej, zamknęli mnie w aucie, patrzyli na nią i sprawdzali co się dzieję. Zasłużyła. Jest dziwką.
**Oczami Nialla**
Dziewczyna płakała, zadzwoniłem po Louisa. Przyjechał i opanował sytuacje. Kazałem Hazzie wrócić do domu. Sam pojechałem z nią do szpitala. Zabrali ją a mi kazali wracać. Zostawiłem swój numer telefonu. Wróciłem do domu. Wbiegłem na górę. Drzwi od sypialni Zayna były otwarte. Zobaczyłem jak robi to z jakąś blondyną. Wparowałem do środka.
- Kurwa co ty odpierdalasz?! Tak się pocieszasz?! - Poszedłem do swojego pokoju i spakowałem parę rzeczy w torbę. Wybiegłem z domu, pojechałem do szpitala. Długo szukałem lekarza, w końcu znalazłem.
- Dobry wieczór, ymm Miley? - Nie mogłem przypomnieć sobie jej nazwiska.
- Jest pan kimś z rodziny?
- Narzeczonym..
- Pokój 314 drugie piętro. - Pobiegłem na górę. Leżała tam, tak niewinnie. Przyszła pielęgniarka i coś jej podała. Kiedy już wychodziła powstrzymałem ją.
- Proszę pani, co z nią?
- Jest pan z rodziny?
- Narzeczony.
- Będzie musiała zostać jeszcze parę dni w szpitalu.
- Dobrze, a co z dzieckiem?
- Pana narzeczona poroniła.
- Jak to?!
- Na skutek mocnego uderzenia w dolne części brzucha. Czy była kiedyś bita?
- Nie, nie. - Przypomniało mi się co Malik z nią zrobił. Miałem ochotę go zabić.
No i mamy 22 rozdział ^__^ proszę komentujcie, potrzebuję motywacji <3 xx Kocham was ;))
- Nie ważne, czekam na dolę. - Powiedziałem i zbiegłem po schodach na dół.
W drzwiach stał już Zayn, Niall i Louis.
- Długo jej się zejdzie? - Powiedział Zayn.
- Nie wiem, z 10 minut. - Po 15 minutach oczekiwania na dół zeszła pięknie ubrana.**Oczami Zayna**
- Nie mogłaś założyć czegoś na ramiączka?
- Nie będę pokazywać siniaków. - Powiedziała po czym wyminęła mnie w drzwiach. Zapakowaliśmy się wszyscy do auta. Pojechaliśmy pod szkołę, wszyscy wysiedliśmy i udaliśmy się w stronę wejścia. Po 40 minutach siedzenia na apelu Miley zaczęła narzekać na bóle brzucha.
- Może z nią wyjdę? - Zapytał Hazza.
- To idź. Czekajcie na zewnątrz. - Loczek wyprowadził dziewczynę. Po paru minutach wszyscy opuściliśmy budynek. Siedzieli na ławce. Miley nadal zwijała się z bólu.
- Co ci jest?
- Skąd mam kurwa wiedzieć.
- Mogłabyś być milsza. - Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do auta. Podjechałem pod przychodnie. Miley udała się do ginekologa. Czekaliśmy wszyscy pół godziny, Niall i Louis poszli po coś do jedzenia. Po 20 minutach chłopacy wrócili a jej nadal nie było. Nie wychodziła. Louis pojechał do domu. W końcu wyszła. Ustała pod ścianą, patrzyła się w sufit.
- Co ci jest? - Zapytałem.
- Nie odpowiedziała.
- Co ci do cholery jest?! - Wyszła i stanęła przy aucie.
- Zawieź mnie do ojca.
- Nie, powiedz co ci jest.
- Jestem w ciąży, nie rozumiesz?
- Jak to? Kurwa jak?! Przecież miałaś te swoje proszki! - Z jej oczu wypłynęły łzy.
- Nie krzycz na nią. - Odezwał się blondyn.
- Zamknij się. - Otworzyłem auto i wszyscy wsiedliśmy.
- Masz usunąć te dziecko.
- Nie usunę.
- To nie, nie wiem z kim je wychowasz. Ja nie będę ojcem.
- Kto powiedział że to twoje dziecko? - Wkurwiła mnie. Zatrzymałem sie na poboczu. Wysiadłem i otworzyłem drzwi. Wyciągnąłem ją za włosy siłą z auta.
- Coś ty powiedziała?!
- To nie będzie twoje dziecko.
- A kogo dziwko? Z kim się puszczałaś?!
- Chuj cię obchodzi z kim.
- Mów! - Uderzyłem ją w brzuch i po chwili wysiadł Niall z Harrym. Odciągali mnie od niej, zamknęli mnie w aucie, patrzyli na nią i sprawdzali co się dzieję. Zasłużyła. Jest dziwką.
**Oczami Nialla**
Dziewczyna płakała, zadzwoniłem po Louisa. Przyjechał i opanował sytuacje. Kazałem Hazzie wrócić do domu. Sam pojechałem z nią do szpitala. Zabrali ją a mi kazali wracać. Zostawiłem swój numer telefonu. Wróciłem do domu. Wbiegłem na górę. Drzwi od sypialni Zayna były otwarte. Zobaczyłem jak robi to z jakąś blondyną. Wparowałem do środka.
- Kurwa co ty odpierdalasz?! Tak się pocieszasz?! - Poszedłem do swojego pokoju i spakowałem parę rzeczy w torbę. Wybiegłem z domu, pojechałem do szpitala. Długo szukałem lekarza, w końcu znalazłem.
- Dobry wieczór, ymm Miley? - Nie mogłem przypomnieć sobie jej nazwiska.
- Jest pan kimś z rodziny?
- Narzeczonym..
- Pokój 314 drugie piętro. - Pobiegłem na górę. Leżała tam, tak niewinnie. Przyszła pielęgniarka i coś jej podała. Kiedy już wychodziła powstrzymałem ją.- Proszę pani, co z nią?
- Jest pan z rodziny?
- Narzeczony.
- Będzie musiała zostać jeszcze parę dni w szpitalu.
- Dobrze, a co z dzieckiem?
- Pana narzeczona poroniła.
- Jak to?!
- Na skutek mocnego uderzenia w dolne części brzucha. Czy była kiedyś bita?
- Nie, nie. - Przypomniało mi się co Malik z nią zrobił. Miałem ochotę go zabić.
No i mamy 22 rozdział ^__^ proszę komentujcie, potrzebuję motywacji <3 xx Kocham was ;))
poniedziałek, 2 września 2013
Rozdział 21
Włącz: Muzykę.
- Przegięłaś, kurwa przegięłaś. - Ruszył szybkim krokiem w moją stronę, złapał za szyję i przyparł do ściany.
- Zabij mnie, chcesz tego. Skończ nasze cierpienie. - Puścił. Stanął na przeciwko mnie.
- Nigdy przez ciebie nie cierpiałem.
- Boże, nie kłam. Chcesz chcesz żebym dała ci spokój, żebym znikła.
- Gdybym chciał, po prostu bym cię zostawił. Ale nie chcę. Chcę założyć rodzinę z tobą, mieć dzieci. Chce żebyś nosiła dumnie moje nazwisko.
- Żartujesz? Serio? Po tym wszystkim co mi zrobiłeś myślisz że ja ci wybaczę? - Podszedł do mnie i położył rękę na policzku.
- Przepraszam za wczoraj.
- Nie przepraszaj.
- Wybaczysz mi?
- Nie, Zayn już nie. Ja już nie chcę żyć ani z tobą ani z nikim innym. Zniszczyłeś mi życie, zniszczyłeś mnie. - Powiedziałam po czym udałam się w stronę drzwi. Zadzwoniłam po taksówkę i usiadłam na ławce przed domem. Przyjechała po 3 minutach.
** Oczami Zayna **
Usiadłem na kanapie na przeciwko Louisa. Schowałem twarz w rękach.
- Zayn.. Nie okłamuj jej. - Zaczął Louis.
- Nie kłamałem. Chcę mieć z nią rodzinę.
- Oboje wiemy że nie chcesz.
- Co ja mam zrobić?
- Zrób to o co prosi, będą lepsze.
- Nie zabiję jej.
- Prosi cię, błaga cię. Malik, jak sam tego nie zrobisz ona to zrobi.
- Nie mogę.
- Skończ z nią, za bardzo cierpisz.
- Ty nic nie rozumiesz.
- Nie, to ty nie wiesz czego chcesz. Najpierw ją lejesz a potem chcesz mieć z nią rodzinkę? Stary ogarnij się.
- Nie zabiję się, nie może. - Wstałem i stanąłem przy oknie.
- Nikt jej już nie pomoże.
- Hazza! - Krzyknąłem i złapałem kluczyki od auta. Pobiegłem do samochodu i starałem przypomnieć sobie gdzie mieszka mój stary przyjaciel.
** Oczami Miley **
Taksówka zatrzymała się nad jeziorem. Zapłaciłam i wysiadłam. Usiadłam na brzegu wpatrywałam się w wodę. Myślałam co dalej. Co zrobić? Siedziałam tak dłuższą chwilę, zadzwonił mój telefon. Był to Niall.
- Halo? - Zapytałam.
- Hej maleńka. Żyjesz? - Zapytał blondyn.
- Jeszcze tak.
- Słyszałem waszą rozmowę, nie zabijaj się. Nie możesz.
- Muszę.
- Nie przez niego. Ucieknijmy gdzieś razem.
- Brzmi kusząco ale nie. Muszę to skończyć.
- Nie w ten sposób.
- Dokładnie w ten. - Powiedziałam po czym rozłączyłam się. Położyłam torbę a na nią głowę i położyłam się. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
** Oczami Zayna **
- Dojechałem pod dom Harrego i szybko wysiadłem. Zapukałem do drzwi. Otworzyła mi starsza pani.
- Dzień dobry. Ja Zayn, do Harrego. - Zawołała Harrego, chłopak zdziwił się.
- Czego chcesz?
- Musisz mi pomóc.
- Co jest?
- Miley chcę się zabić. - Brunet otworzył szeroko usta.
- Co?!
- Nie będę powtarzał, ubieraj się. - Chłopak ruszył w stronę szafki z butami. Po minucie byliśmy już w aucie.
- Gdzie jedziemy? - Zapytał.
- Tam gdzie prowadzi gps.
- Yy co?
- Ma w telefonie gps dzięki czemu mogę ją namierzyć.
- Aaaha.
- Debil. - Po 20 minutach byliśmy nad jeziorem.
** Oczami Harrego **
Zdziwiło mnie jezioro. Bałem się że znajdziemy telefon na brzegu a jej nie będzie. Nie mogła się utopić. Bałem się o nią. Malik szedł z telefonem w ręku, w końcu doszliśmy. Leżała na trawie, żywa. Obudziłem ją.
- Co ty tu robisz? - Spojrzała zdziwiona.
- Ratuje cię.
- O pan Malik również przyjechał. - Spojrzała na niego z idiotycznym uśmiechem. Wziąłem ją na ręce.
- Ł A P Y. - Powiedział Malik po czym wziął ją ode mnie.
Włożył ją do samochodu na tylne siedzenie.
- Nie jestem dzieckiem. - Doszedł głos z tylnego siedzenia.
- Ale się tak zachowujesz.
- Gucio prawda. - Malik zacisnął ręce na kierownicy. Dojechaliśmy pod dom Zayna. Weszliśmy do domu.
- Nie będę ci już potrzebny. - Powiedziałem udając się w stronę drzwi.
- Pomieszkasz z nami trochę. - Mruknął Malik siadając na kanapie wskazując palcem na fotel naprzeciwko. Usiadłem.
- Po co?
- Bo ona ma schizy.
- Nie dziwie się.
- Dobra, zero seksu i dotykania.
- Nie jestem taki.
- Yhy. - Powiedział i poszedł do kuch
ni.
***Trzy tygodnie później***
- Harry, muszę iść do lekarza. - Powiedziała Miley.
- Martwi cię coś?
- Nie, tak po prostu. - Uśmiechnęła się.
- Dobra ubieraj się.
- Nie chcę tam iść. - Mruknęła nie zadowolona.
- To zakończenie roku, i tak opuściłaś sporo, idziesz.
- Przecież chodziłam przez dwa tygodnie.
- Nie ważne, czekam na dolę. - Powiedziałem i zbiegłem po schodach na dół.
- Przegięłaś, kurwa przegięłaś. - Ruszył szybkim krokiem w moją stronę, złapał za szyję i przyparł do ściany.- Zabij mnie, chcesz tego. Skończ nasze cierpienie. - Puścił. Stanął na przeciwko mnie.
- Nigdy przez ciebie nie cierpiałem.
- Boże, nie kłam. Chcesz chcesz żebym dała ci spokój, żebym znikła.
- Gdybym chciał, po prostu bym cię zostawił. Ale nie chcę. Chcę założyć rodzinę z tobą, mieć dzieci. Chce żebyś nosiła dumnie moje nazwisko.
- Żartujesz? Serio? Po tym wszystkim co mi zrobiłeś myślisz że ja ci wybaczę? - Podszedł do mnie i położył rękę na policzku.
- Przepraszam za wczoraj.
- Nie przepraszaj.
- Wybaczysz mi?
- Nie, Zayn już nie. Ja już nie chcę żyć ani z tobą ani z nikim innym. Zniszczyłeś mi życie, zniszczyłeś mnie. - Powiedziałam po czym udałam się w stronę drzwi. Zadzwoniłam po taksówkę i usiadłam na ławce przed domem. Przyjechała po 3 minutach.
** Oczami Zayna **
Usiadłem na kanapie na przeciwko Louisa. Schowałem twarz w rękach.
- Zayn.. Nie okłamuj jej. - Zaczął Louis.
- Nie kłamałem. Chcę mieć z nią rodzinę.
- Oboje wiemy że nie chcesz.
- Co ja mam zrobić?
- Zrób to o co prosi, będą lepsze.
- Nie zabiję jej.
- Prosi cię, błaga cię. Malik, jak sam tego nie zrobisz ona to zrobi.
- Nie mogę.
- Skończ z nią, za bardzo cierpisz.
- Ty nic nie rozumiesz.
- Nie, to ty nie wiesz czego chcesz. Najpierw ją lejesz a potem chcesz mieć z nią rodzinkę? Stary ogarnij się.
- Nie zabiję się, nie może. - Wstałem i stanąłem przy oknie.
- Nikt jej już nie pomoże.
- Hazza! - Krzyknąłem i złapałem kluczyki od auta. Pobiegłem do samochodu i starałem przypomnieć sobie gdzie mieszka mój stary przyjaciel.
** Oczami Miley **
Taksówka zatrzymała się nad jeziorem. Zapłaciłam i wysiadłam. Usiadłam na brzegu wpatrywałam się w wodę. Myślałam co dalej. Co zrobić? Siedziałam tak dłuższą chwilę, zadzwonił mój telefon. Był to Niall.
- Halo? - Zapytałam.
- Hej maleńka. Żyjesz? - Zapytał blondyn.
- Jeszcze tak.
- Słyszałem waszą rozmowę, nie zabijaj się. Nie możesz.
- Muszę.
- Nie przez niego. Ucieknijmy gdzieś razem.
- Brzmi kusząco ale nie. Muszę to skończyć.
- Nie w ten sposób.
- Dokładnie w ten. - Powiedziałam po czym rozłączyłam się. Położyłam torbę a na nią głowę i położyłam się. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
** Oczami Zayna **
- Dojechałem pod dom Harrego i szybko wysiadłem. Zapukałem do drzwi. Otworzyła mi starsza pani.
- Dzień dobry. Ja Zayn, do Harrego. - Zawołała Harrego, chłopak zdziwił się.
- Czego chcesz?
- Musisz mi pomóc.
- Co jest?
- Miley chcę się zabić. - Brunet otworzył szeroko usta.
- Co?!
- Nie będę powtarzał, ubieraj się. - Chłopak ruszył w stronę szafki z butami. Po minucie byliśmy już w aucie.
- Gdzie jedziemy? - Zapytał.
- Tam gdzie prowadzi gps.
- Yy co?
- Ma w telefonie gps dzięki czemu mogę ją namierzyć.
- Aaaha.
- Debil. - Po 20 minutach byliśmy nad jeziorem.
** Oczami Harrego **
Zdziwiło mnie jezioro. Bałem się że znajdziemy telefon na brzegu a jej nie będzie. Nie mogła się utopić. Bałem się o nią. Malik szedł z telefonem w ręku, w końcu doszliśmy. Leżała na trawie, żywa. Obudziłem ją.
- Co ty tu robisz? - Spojrzała zdziwiona.
- Ratuje cię.
- O pan Malik również przyjechał. - Spojrzała na niego z idiotycznym uśmiechem. Wziąłem ją na ręce.
- Ł A P Y. - Powiedział Malik po czym wziął ją ode mnie.
Włożył ją do samochodu na tylne siedzenie.
- Nie jestem dzieckiem. - Doszedł głos z tylnego siedzenia.
- Ale się tak zachowujesz.
- Gucio prawda. - Malik zacisnął ręce na kierownicy. Dojechaliśmy pod dom Zayna. Weszliśmy do domu.
- Nie będę ci już potrzebny. - Powiedziałem udając się w stronę drzwi.
- Pomieszkasz z nami trochę. - Mruknął Malik siadając na kanapie wskazując palcem na fotel naprzeciwko. Usiadłem.
- Po co?
- Bo ona ma schizy.
- Nie dziwie się.
- Dobra, zero seksu i dotykania.
- Nie jestem taki.
- Yhy. - Powiedział i poszedł do kuch
ni.
***Trzy tygodnie później***
- Harry, muszę iść do lekarza. - Powiedziała Miley.- Martwi cię coś?
- Nie, tak po prostu. - Uśmiechnęła się.
- Dobra ubieraj się.
- Nie chcę tam iść. - Mruknęła nie zadowolona.
- To zakończenie roku, i tak opuściłaś sporo, idziesz.
- Przecież chodziłam przez dwa tygodnie.
- Nie ważne, czekam na dolę. - Powiedziałem i zbiegłem po schodach na dół.
środa, 28 sierpnia 2013
Rozdział 20
*KRÓTKA WIADOMOŚĆ PRZED CZYTANIEM* OD TEJ PORY ZACZYNA SIĘ OSTATNIA DWUNASTKA ROZDZIAŁÓW DO KOŃCA, ROZDZIAŁY OD TEGO BĘDĄ BRUTALNE, CHAMSKIE I DOŚĆ TRAGICZNE WIĘC CZYTACIE TO NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ :)) X

Wstałam i poszłam na górę, wzięłam prysznic i ubrałam się w piżamę. Zaczęłam szukać żyletki w szafkach. W końcu znalazłam. Zrobiłam małe 4 cięcia, nawet nie bolało. Po chwili zaczęłam robić co raz dłuższe i dłuższe. Moja ręka wyglądała tragicznie. Po chwili do łazienki wparował Zayn. Rzucił się na mnie zabierając mi ostrą żyletkę i pociągnął mnie za ramię, wciągnął mnie do sypialni i położył mnie na łóżku. Po chwili przyniósł jakieś chusteczki i wodę utlenioną. Zaczął mi polewać rany, chociaż bardzo bolało nie dałam po sobie tego poznać, chciałam żeby wiedział że jestem silna. Kiedy przestałam krwawić Malik zaniósł wszystko do łazienki i wrócił. Usiadł koło mnie.
- Dlaczego chcesz się zabić? - Zapytał.
- Skoro ty nie chcesz, ja to zrobię.
- Nie możesz.
- Uwierz, mogę. Mogę robić co chcę a ciebie mam w dupie. - Powiedziałam i spojrzałam mu w oczy. Zagotował się, jego oczy zrobiły się czarne.
- Śmiało uderz mnie, niech ci ulży. - Powiedziałam, wstał i zaczął krążyć po pokoju.
- Jednak trochę szacunku jeszcze do mnie masz? - Powiedziałam chamsko. Ruszył w moją stronę, pchnął mnie do pozycji leżącej i podwinął koszulę nocną, zdjął bieliznę. Wiedziałam co mnie czeka. Wszedł we mnie. Zamknęłam oczy, nie dawało mi to żadnej przyjemności pod czas gdy on darł się. W pewnym momencie zaczęło mnie strasznie boleć, Malik nie zwalniał.
- Zayn, proszę przestań.
- Sama się o to prosiłaś. - Wbił się jeszcze mocniej. Moje oczy wypełniły się łzami. Ciężko dyszący opadł na mnie.
- Nienawidzę cię. - Powiedziałam. Podniósł się, zapiął spodnie i dał mi w twarz. Wyszedł szybkim krokiem z pokoju. Wiróciłam do łazienki żeby zakończyć moje cierpienie jednak Zayn zabrał wszystkie żyletki.
- Kurwa. - Powiedziałam pod nosem. Była godzina 19, na dolę zaczęłam słyszeć muzykę i bawiących się ludzi. Wiedziałam że zrobili imprezę. Usiadłam na łóżku i włączyłam w telefonie facebooka, pogadałam z paroma znajomymi z starej szkoły. Powiedziałam że wszystko u mnie w porządku. Zanim się obejrzałam a była pierwsza w nocy. Myślałam co mam zrobić. Po paru minutach wszedł jak było widać wstawiony Zayn z jakąś blondyną. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Zaczęli się rozbierać, siedziałam na łóżku skulona nie mogąc wierzyć własnym oczom. Nagle Zayn popchnął dziewczynę na łóżko, dotknęła mnie głową.
- Wypierdalaj stąd. - Powiedział Zayn chamskim głosem. Wzięłam telefon i wyszłam z sypialni. Poszłam do Nialla. Chłopak nie był na imprezie, leżał w łóżku z laptopem. Weszłam i położyłam się koło niego. Patrzył na mnie z wielkimi oczami.
- Co ty robisz? - Zapytał blondyn.
- Nie będę spała z tym skurwielem i dziwką.
- Myślałem że to ty tak krzyczysz. - Powiedział.
- Nie. Pamiętasz co chciałeś dzisiaj zrobić? - Posłałam mu uśmiech.
- Nie, a co?
- Chciałeś mnie rżnąć.. - Wyszeptałam mu do ucha.
- Ale.. - Przerwałam mu.
- Ciii. - Zdjęłam z niego laptopa i usiadłam na nim okrakiem. Zaczęłam go rozbierać.
- Ale jak Zayn się dowie.
- To mnie zabiję, a tego chce. - Całowałam i rozbierałam go jednocześnie. Odwzajemniał każdy pocałunek. Po paru minutach gry wstępnej blondyn wstał i rozebrał się. Rzucił się na mnie i zerwał ze mnie koszulę.
- Niall, gumka.. - Powiedziałam niezręcznie.
- Nie umiem bzykać z tym czymś. - Zaśmiał się i delikatnie wszedł we mnie. Nie robił tego jak Zayn, robił to tak jak chciałby zadowolić bardziej mnie niż siebie. Po pewnym czasie skończyliśmy. Leżelismy koło siebie.
- I jak? - Zapytał.
- Robisz to lepiej od tego gnoja. - Chłopak pocałował mnie.
- To miłe. - Uśmiechnęłam się.
- Niall, dlaczego ty to robisz?
- Znaczy się co?
- Czemu chcesz być taki jak oni? Nie jesteś taki. Wiem to. - Blondyn złapał mnie za rękę.
- Bo Louis to mój kuzyn, zostałem zaadoptowany przez jego rodziców kiedy moi zginęli w wypadku..
- Tylko dlatego?! Niall przecież ty..
- Jestem taki jak oni, ale nie dla kobiet..
- Dziękuje ci za wszystko. Jesteś cudowny i zasługujesz na lepsze życie niż z nimi. Powiedziałm podnosząc się.
- Proszę zostań. - Delikatnie złapał mnie za rękę.
- Dobrze. - Położyłam się pod kołdrą i przytuliłam do blondyna. Szybko zasnęłam. Rano obudziłam się przy blondynie. Nie spał już.
- Długo nie śpisz? - Powiedziałam i delikatnie go pocałowałam.
- Chwilę. - Uśmiechnął się i wstał.
- To dobrze. - Powiedziałam i usiadłam, przeczesałam ręką włosy. Z dołu dobiegłby krzyki. Dokładnie wsłuchałam się w rozmowę.
- Gdzie jest ta suka?! - Zayn.
- Co jej wczoraj zrobiłeś? - Powiedział Louis.
- Nie wiem nie pamiętam, dużo piłem.
- To ja ci nie pomogę, trzeba było nie pieprzyć się z tą siostrą Liama.
- Co?! Co ja zrobiłem?! Z Liama siostrą? Kurwa. - Niall lekką mną potrząsnął
- Idź, musisz tam iść.
- Co mam powiedzieć?
- Nie wiem, że spałaś w wannie? - Zastanowiłam się i wstałam. Zeszłam na dół.
- Masz swoją znajdę.- Powiedział Louis i przełączył na kolejny program.
- Gdzie ty suko byłaś? - Podszedł do mnie i ścisnął mnie za rękę.
- Gdzie ja byłam? Ja byłam w sypialni kiedy to ty bzykałeś swoją dziwkę! - Krzyknęłam mu prosto w twarz.
- Byłem w sypialni cały czas i ciebie nie było więc nie kłam. - Zaśmiał się i ścisnął rękę z bliznami po cięciach.
- Kto powiedział że w twojej? - Złapał mnie za obydwie ręce i przycisnął do ściany.
- Gadaj dziwko z kim spałaś. - Docisnął mnie jeszcze bardziej co sprawiło mi ogromny ból.
- Nie twój biznes. - Nadal mnie trzymając kopnął mnie kolanem w brzuch.
- Dawaj, śmiało. Lej mnie. Zabij mnie. Wiem że tego chcesz! - Puścił mnie i szedł w stronę drzwi.
- Tak idź na te swoje dziwki, może dadzą ci rabat na stałego klienta! - W sekundzie odwrócił się i szedł wściekły w moją stronę.
- Przegięłaś kurwa, przegięłaś.
Mam nadzieje że podoba się wam ;)) Pisałam go 3 godziny żeby był perfekcyjny :)) Czytasz - Skomentuj <3 xx

Wstałam i poszłam na górę, wzięłam prysznic i ubrałam się w piżamę. Zaczęłam szukać żyletki w szafkach. W końcu znalazłam. Zrobiłam małe 4 cięcia, nawet nie bolało. Po chwili zaczęłam robić co raz dłuższe i dłuższe. Moja ręka wyglądała tragicznie. Po chwili do łazienki wparował Zayn. Rzucił się na mnie zabierając mi ostrą żyletkę i pociągnął mnie za ramię, wciągnął mnie do sypialni i położył mnie na łóżku. Po chwili przyniósł jakieś chusteczki i wodę utlenioną. Zaczął mi polewać rany, chociaż bardzo bolało nie dałam po sobie tego poznać, chciałam żeby wiedział że jestem silna. Kiedy przestałam krwawić Malik zaniósł wszystko do łazienki i wrócił. Usiadł koło mnie.
- Dlaczego chcesz się zabić? - Zapytał.
- Skoro ty nie chcesz, ja to zrobię.
- Nie możesz.
- Uwierz, mogę. Mogę robić co chcę a ciebie mam w dupie. - Powiedziałam i spojrzałam mu w oczy. Zagotował się, jego oczy zrobiły się czarne.
- Śmiało uderz mnie, niech ci ulży. - Powiedziałam, wstał i zaczął krążyć po pokoju.
- Jednak trochę szacunku jeszcze do mnie masz? - Powiedziałam chamsko. Ruszył w moją stronę, pchnął mnie do pozycji leżącej i podwinął koszulę nocną, zdjął bieliznę. Wiedziałam co mnie czeka. Wszedł we mnie. Zamknęłam oczy, nie dawało mi to żadnej przyjemności pod czas gdy on darł się. W pewnym momencie zaczęło mnie strasznie boleć, Malik nie zwalniał.
- Zayn, proszę przestań.
- Sama się o to prosiłaś. - Wbił się jeszcze mocniej. Moje oczy wypełniły się łzami. Ciężko dyszący opadł na mnie.
- Nienawidzę cię. - Powiedziałam. Podniósł się, zapiął spodnie i dał mi w twarz. Wyszedł szybkim krokiem z pokoju. Wiróciłam do łazienki żeby zakończyć moje cierpienie jednak Zayn zabrał wszystkie żyletki.
- Kurwa. - Powiedziałam pod nosem. Była godzina 19, na dolę zaczęłam słyszeć muzykę i bawiących się ludzi. Wiedziałam że zrobili imprezę. Usiadłam na łóżku i włączyłam w telefonie facebooka, pogadałam z paroma znajomymi z starej szkoły. Powiedziałam że wszystko u mnie w porządku. Zanim się obejrzałam a była pierwsza w nocy. Myślałam co mam zrobić. Po paru minutach wszedł jak było widać wstawiony Zayn z jakąś blondyną. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Zaczęli się rozbierać, siedziałam na łóżku skulona nie mogąc wierzyć własnym oczom. Nagle Zayn popchnął dziewczynę na łóżko, dotknęła mnie głową.
- Wypierdalaj stąd. - Powiedział Zayn chamskim głosem. Wzięłam telefon i wyszłam z sypialni. Poszłam do Nialla. Chłopak nie był na imprezie, leżał w łóżku z laptopem. Weszłam i położyłam się koło niego. Patrzył na mnie z wielkimi oczami.
- Co ty robisz? - Zapytał blondyn.- Nie będę spała z tym skurwielem i dziwką.
- Myślałem że to ty tak krzyczysz. - Powiedział.
- Nie. Pamiętasz co chciałeś dzisiaj zrobić? - Posłałam mu uśmiech.
- Nie, a co?
- Chciałeś mnie rżnąć.. - Wyszeptałam mu do ucha.
- Ale.. - Przerwałam mu.
- Ciii. - Zdjęłam z niego laptopa i usiadłam na nim okrakiem. Zaczęłam go rozbierać.
- Ale jak Zayn się dowie.
- To mnie zabiję, a tego chce. - Całowałam i rozbierałam go jednocześnie. Odwzajemniał każdy pocałunek. Po paru minutach gry wstępnej blondyn wstał i rozebrał się. Rzucił się na mnie i zerwał ze mnie koszulę.
- Niall, gumka.. - Powiedziałam niezręcznie.
- Nie umiem bzykać z tym czymś. - Zaśmiał się i delikatnie wszedł we mnie. Nie robił tego jak Zayn, robił to tak jak chciałby zadowolić bardziej mnie niż siebie. Po pewnym czasie skończyliśmy. Leżelismy koło siebie.
- I jak? - Zapytał.
- Robisz to lepiej od tego gnoja. - Chłopak pocałował mnie.
- To miłe. - Uśmiechnęłam się.
- Niall, dlaczego ty to robisz?
- Znaczy się co?
- Czemu chcesz być taki jak oni? Nie jesteś taki. Wiem to. - Blondyn złapał mnie za rękę.
- Bo Louis to mój kuzyn, zostałem zaadoptowany przez jego rodziców kiedy moi zginęli w wypadku..
- Tylko dlatego?! Niall przecież ty..
- Jestem taki jak oni, ale nie dla kobiet..
- Dziękuje ci za wszystko. Jesteś cudowny i zasługujesz na lepsze życie niż z nimi. Powiedziałm podnosząc się.
- Proszę zostań. - Delikatnie złapał mnie za rękę.
- Dobrze. - Położyłam się pod kołdrą i przytuliłam do blondyna. Szybko zasnęłam. Rano obudziłam się przy blondynie. Nie spał już.
- Długo nie śpisz? - Powiedziałam i delikatnie go pocałowałam.
- Chwilę. - Uśmiechnął się i wstał.
- To dobrze. - Powiedziałam i usiadłam, przeczesałam ręką włosy. Z dołu dobiegłby krzyki. Dokładnie wsłuchałam się w rozmowę.
- Gdzie jest ta suka?! - Zayn.
- Co jej wczoraj zrobiłeś? - Powiedział Louis.
- Nie wiem nie pamiętam, dużo piłem.
- To ja ci nie pomogę, trzeba było nie pieprzyć się z tą siostrą Liama.
- Co?! Co ja zrobiłem?! Z Liama siostrą? Kurwa. - Niall lekką mną potrząsnął
- Idź, musisz tam iść.
- Co mam powiedzieć?
- Nie wiem, że spałaś w wannie? - Zastanowiłam się i wstałam. Zeszłam na dół.
- Masz swoją znajdę.- Powiedział Louis i przełączył na kolejny program.
- Gdzie ty suko byłaś? - Podszedł do mnie i ścisnął mnie za rękę.
- Gdzie ja byłam? Ja byłam w sypialni kiedy to ty bzykałeś swoją dziwkę! - Krzyknęłam mu prosto w twarz.- Byłem w sypialni cały czas i ciebie nie było więc nie kłam. - Zaśmiał się i ścisnął rękę z bliznami po cięciach.
- Kto powiedział że w twojej? - Złapał mnie za obydwie ręce i przycisnął do ściany.
- Gadaj dziwko z kim spałaś. - Docisnął mnie jeszcze bardziej co sprawiło mi ogromny ból.
- Nie twój biznes. - Nadal mnie trzymając kopnął mnie kolanem w brzuch.
- Dawaj, śmiało. Lej mnie. Zabij mnie. Wiem że tego chcesz! - Puścił mnie i szedł w stronę drzwi.
- Tak idź na te swoje dziwki, może dadzą ci rabat na stałego klienta! - W sekundzie odwrócił się i szedł wściekły w moją stronę.
- Przegięłaś kurwa, przegięłaś.
Mam nadzieje że podoba się wam ;)) Pisałam go 3 godziny żeby był perfekcyjny :)) Czytasz - Skomentuj <3 xx
Rozdział 19
Wysiadłam z autobusu, wsiadłam do drugiego.Pojechałam do domu.
- Zapomniałam kluczy, szlak. - Powiedziałam pod nosem. Pukałam i dzwoniłam do drzwi. Nikt mi nie otworzył. Usiadłam na schodku i czekałam na to co ma się stać. Po godzinie przyjechała Camille. Uśmiechnęła się na mój widok.
- Dziecko kochane co ty tu robisz? - Powiedziała wkładając klucz w zamek.
- Przyszłam was odwiedzić ale zapomniałam kluczy i nikogo nie było.. - Uśmiechnęła się i weszła do domu. Weszłam za nią, zamknęłam drzwi i zdjęłam buty. Poszłam do kuchni gdzie siedziała Camille, patrzyłam się jak wykłada zakupy.
- Pomogę ci. - Podeszłam do niej i zaczęłam rozpakowywać zakupy. Kiedy skończyłam usiadłam przy stolę i napiłam się herbaty wcześniej już przygotowanej przez Camille, dosiadła się.
- Który to miesiąc? - Zapytałam uśmiechając się.
- Ósmy.
- Już niedługo. Zaśmiała się.
- Tak. Lubisz dzieci? - Zapytała.
- Nawet.
- Planujesz dziecko z Zaynem? - Spodziewałam się że zapyta o to.
- Nie, nie z Zaynem.. - Zrobiło mi się głupio.
- Nie jesteście już razem?
- Nie wiem. - Powiedziałam, łzy napłynęły mi do oczu.
- Skarbie chcesz porozmawiać? Mi możesz powiedzieć. - Pogłaskała mnie po policzku.
- Nie, to nie ważne. - Uśmiechnęłam się i poszłam do swojego starego pokoju. Był już pomalowany dla dziecka. Wyglądał cudownie. Domyśliłam się po kolorach że będzie to dziewczynka. Usłyszałam pukanie do drzwi. Zeszłam na dół, Camille podchodziła do drzwi. Otworzyła je i coś powiedziała, zawołała mnie, uśmiechnęła się kiedy zobaczyła że już idę. Podeszłam do drzwi i zobaczyłam w nich Nialla.
- Coś się stało?
- Zabieraj wszystkie rzeczy.
- Co?
- Idź po rzeczy jedziemy do domu.
- Ciebie chyba popierdoliło, nigdzie nie jadę.
- Jedziesz.
- Nie jadę do tego psychopaty.
- Nic nie rozumiesz.
- To mnie oświeć.
- Nie jedziesz do Zayna. Jedziesz do mojego rodzinnego domu.
- Po co? - Nie ogarniałam całej sytuacji.
- Bo Zayn cię tu znajdzie i zabiję.
- Zawieź mnie do Harrego.
- Dobrze, czekam w aucie. - Weszłam do środka, wzięłam telefon i parę rzeczy które wcześniej zostały w moim starym domu. Pożegnałam się z Camille i wyszłam kiedy wsiadłam do auta Niall zablokował drzwi.
- Co ty robisz? - Zaczęłam się go bać. Nie odpowiedział mi. Ruszył z piskiem opon. Ominęliśmy dom Harrego.
- Ale do.. - Nie dokończyłam, złapał mnie za udo i je ścisnął. Już się nie odzywałam, patrzyłam w boczną szybę. Po 10 minutach samochód zatrzymał się pod domem Zayna, drzwi się odblokowały. Rozpięłam pas i wysiadając rzuciłam przez ramię
- Jesteś chujem. - Niall już chciał mnie gonić, powstrzymał się kiedy zobaczył że idę w stronę drzwi. Złapałam za klamkę, otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Usiadłam na kanapie. Po chwili do domu wszedł Niall.
- Mogłabyś być milsza.
- Jak będę chciała.
- Zaraz cię zerżnę.
- Mam to w duupie. - Poszedł oburzony na górę. Po paru minutach do domu wszedł Zayn z 3 dziewczynami przy nim. Były w skąpej bieliźnie, przytulali się. Dalej siedząc patrzyłam w ścianę. Kiedy Zayn wszedł do salonu zmierzył mnie wzrokiem i podszedł do komody. Wyjął z niej trzy kolorowe koperty, dał każdej z nich po jednej. Dziewczyny wyszły a Zayn poszedł do kuchni. Wrócił i stanął na przeciwko mnie.- Co ty sobie myślałaś? Co?! Że ja cię tak po prosu puszczę?
- Szczerze? Jesteś skurwysynem Zayn, traktujesz dziewczyny jak psy. Nie interesuje mnie co ze mną zrobisz, możesz mnie wydymać na śmierć, zbić, zastrzelić. Mam to w dupie, przez ciebie straciłam sens życia, po prostu skończ moje męki. Obiecywałeś że będzie cudownie nam razem. Ale teraz już wiem że obiecywałeś to każdej. - Jedna łza spłynęła po moim policzku.
- Miley.. - Przerwałam mu.
- Skończ moje bóle teraz, jeżeli nie chcesz ja to zrobię.
Mam nadzieje że się podoba :)) Czytasz - Skomentuj <3 xx
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Rozdział 18
Włącz: http://www.youtube.com/watch?v=snNETBI2ILo
- Nieważne. - Wyrwał mi kartkę.
- Ważne, chodzi o Styles'a prawda?
- Nawet jeśli, nie powinno cię to interesować. - Wkurwił mnie.
- Nie chcesz mówić to nie, sama się go zapytam. - Wstałam i poszłam na górę. Weszłam do łazienki, nalałam gorącej wody i weszłam do wanny. Podczas kąpieli zastanawiałam się co Harry chciał. O co mogło chodzić? Wykąpałam się i wyszłam z łazienki owinięta w ręczniku. Poszłam do garderoby wybrałam luźne ciuchy po domu. Ubrałam się i usiadłam na łóżku, wybrałam numer. Jedyne co usłyszałam to ''Ten numer nie istnieje'' Dlatego Harry dał mu numer. Zbiegłam wściekła na dół, Malik siedział na sofie i coś oglądał. Stanęłam na przeciwko jego tym samym zasłaniając mu telewizor.
- Przesuń się. - Warknął.
- Nie, daj mi numer do Harrego.
- Nie dam ci.
- Bo?
- Bo jesteś moja i tylko moja a on chce cię wykorzystać.
- Raczej na odwrót. - Powiedziałam pod nosem z nadzieją że nie usłyszy. Myliłam się. Ruszył w moją stronę, szarpnął mnie za ramię i posadził na kanapie.
- Co powiedziałaś?! - Jego oczy znów zrobiły się czarne. Byłam pewna że nie uderzy mnie.
- Dobrze wiesz co powiedziałam. - Zaśmiał się i uderzył mnie. Zrobił to. Cios trafił w brzuch. Tak strasznie bolało. Opuściłam głowę w dół i patrzyłam w podłogę. Nie mogłam opanować łez. Malik krążył bez celu po pokoju. Walnął w ścianę po czym usiadł koło mnie.
- Boli? - Kiwnęłam głową na tak.
- Przepraszam Miley. Nie powinienem.
- Daj mi po prostu ten numer. - Powiedziałam cicho.
- Nie.
- To nie. - Ledwo co wstałam, udałam się w stronę drzwi. Jednak po chwili pożałowałam tego co zrobiłam. Szarpnął mnie za kucyka, tak mocno że upadłam na ziemię. Wiłam się z bólu. Brzuch bolał co raz mocniej. Podniosłam lekko wzrok do góry. Śmiał się.
- Zayn proszę. Pozwól mi iść do domu.. - Wyszeptałam.
- Nie pamiętasz co twój tatuś powiedział? Od teraz mieszkasz u mnie i należysz do mnie. - Ponownie się zaśmiał.
- Wypuść mnie proszę.
- Lepiej żeby nikt z twojej pierdolonej rodzinki się o tym nie dowiedział. - Ledwo co wstałam. Poszłam na górę po telefon, pieniądze i opuściłam dom. Poszłam na przystanek i wsiadłam w autobus. W autobusie wszyscy się na mnie patrzyli. Zobaczyłam odbicie w szybie, wyglądałam okropnie. Jak jakaś dziwka. W telefonie przeglądałam nasze zdjęcia. Rozpłakałam się gdy zobaczyłam to.
Tyle wspomnień z takim złym człowiekiem. Nie wiedziałam co robić, tysiąc myśli krążyło po mojej głowie i jedna wydawała się być najlepsza - zabić się.
Od teraz rozdziały będę dodawać co 2-3 dni :)) Czytasz? - Skomentuj <3 xx
- Nieważne. - Wyrwał mi kartkę.
- Ważne, chodzi o Styles'a prawda?
- Nawet jeśli, nie powinno cię to interesować. - Wkurwił mnie.
- Nie chcesz mówić to nie, sama się go zapytam. - Wstałam i poszłam na górę. Weszłam do łazienki, nalałam gorącej wody i weszłam do wanny. Podczas kąpieli zastanawiałam się co Harry chciał. O co mogło chodzić? Wykąpałam się i wyszłam z łazienki owinięta w ręczniku. Poszłam do garderoby wybrałam luźne ciuchy po domu. Ubrałam się i usiadłam na łóżku, wybrałam numer. Jedyne co usłyszałam to ''Ten numer nie istnieje'' Dlatego Harry dał mu numer. Zbiegłam wściekła na dół, Malik siedział na sofie i coś oglądał. Stanęłam na przeciwko jego tym samym zasłaniając mu telewizor.
- Przesuń się. - Warknął.
- Nie, daj mi numer do Harrego.
- Nie dam ci.
- Bo?
- Bo jesteś moja i tylko moja a on chce cię wykorzystać.
- Raczej na odwrót. - Powiedziałam pod nosem z nadzieją że nie usłyszy. Myliłam się. Ruszył w moją stronę, szarpnął mnie za ramię i posadził na kanapie.
- Co powiedziałaś?! - Jego oczy znów zrobiły się czarne. Byłam pewna że nie uderzy mnie.
- Dobrze wiesz co powiedziałam. - Zaśmiał się i uderzył mnie. Zrobił to. Cios trafił w brzuch. Tak strasznie bolało. Opuściłam głowę w dół i patrzyłam w podłogę. Nie mogłam opanować łez. Malik krążył bez celu po pokoju. Walnął w ścianę po czym usiadł koło mnie.
- Boli? - Kiwnęłam głową na tak.
- Przepraszam Miley. Nie powinienem.
- Daj mi po prostu ten numer. - Powiedziałam cicho.
- Nie.
- To nie. - Ledwo co wstałam, udałam się w stronę drzwi. Jednak po chwili pożałowałam tego co zrobiłam. Szarpnął mnie za kucyka, tak mocno że upadłam na ziemię. Wiłam się z bólu. Brzuch bolał co raz mocniej. Podniosłam lekko wzrok do góry. Śmiał się.
- Zayn proszę. Pozwól mi iść do domu.. - Wyszeptałam.
- Nie pamiętasz co twój tatuś powiedział? Od teraz mieszkasz u mnie i należysz do mnie. - Ponownie się zaśmiał.
- Wypuść mnie proszę.
- Lepiej żeby nikt z twojej pierdolonej rodzinki się o tym nie dowiedział. - Ledwo co wstałam. Poszłam na górę po telefon, pieniądze i opuściłam dom. Poszłam na przystanek i wsiadłam w autobus. W autobusie wszyscy się na mnie patrzyli. Zobaczyłam odbicie w szybie, wyglądałam okropnie. Jak jakaś dziwka. W telefonie przeglądałam nasze zdjęcia. Rozpłakałam się gdy zobaczyłam to.
Tyle wspomnień z takim złym człowiekiem. Nie wiedziałam co robić, tysiąc myśli krążyło po mojej głowie i jedna wydawała się być najlepsza - zabić się.
Od teraz rozdziały będę dodawać co 2-3 dni :)) Czytasz? - Skomentuj <3 xx
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Rozdział 17

- Cieszę się. - Powiedział Louis. Pożegnałem się z ukochaną i wyszedłem z Louisem z tego okropnego miejsca, tyle chorych dzieci, tyle chorych ludzi. To okropne. Kiedy wysiedliśmy, pod domem siedział Harry. Nie spodziew
ałem się go tutaj. Louis już chciał się na niego rzucić.
- Czego chcesz loczku? - Zapytałem.
- Gdzie jest Miley!?
- Jest bezpieczna.
- Zostawiłeś już ją? Spodziewałem się tego. - Zaczął się podnosić.
- Nie, nie zostawiłem jej. Jesteśmy szczęśliwi.
- To może powiesz mi gdzie jest?
- W szpitalu.
- Co ty jej zrobiłeś? - Jeszcze chwila a bym go zabił.
- To nie moja wina, zasłabła.
- Dobra nie ważne, jak wróci niech zadzwoni. - Wcisnął mi kartkę w rękę i odszedł. Wszedłem do domu i usiedliśmy w salonie. Wpatrywałem się w ten jebany numer. Wrzuciłem go do śmietnika i położyłem się spać. Rano obudził mnie telefon, którego nie zdążyłem odebrać. 11 nieodebranych połączeń od Miley. Boże jest już 13.. Szybko się ogarnąłem i wsiadłem w auto już po 5 minutach byłem na miejscu, stała pod szpitalem. Zabrałem od niej torbę i wziąłem ją do auta. W samochodzie zadawałem jej parę pytań, nie odpowiadała.
- Możesz mi powiedzieć co się z tobą dzieje?! - Krzyknąłem.
- Ojciec się mnie pozbył.
- To źle?
- Nie wiem.
- Chcesz jechać coś zjeść czy chcesz jechać po rzeczy?
- Po rzeczy. - Kiwnąłem głową i skręciłem w drogę do jej domu.
** Oczmi Miley **
Czułam się fatalnie, tata mnie zostawił. Z jednej strony cieszyłam się a z drugiej chciało mi się płakać. W końcu samochód stanął. Otworzyłam drzwi i od razu poszłam do starego domu. Otworzyłam drzwi i poczekałam na Zayna, zamknął auto i weszliśmy do środka. Tata siedział na kanapie i oglądał telewizje. Przywitałam się z nim i szliśmy już na górę kiedy tata zawołał Zayna, chciał zostać z nim sam. Poszłam więc na górę i spakowałam większość rzeczy. Po chwili Zayn wszedł do pokoju. Objął mnie od tyłu.
- Co chciał? - Zapytałam nie odwracając się. Było mi z nim dobrze.
- Powiedział że dzieci możemy mieć jak skończymy szkołę. - Zaśmiał się i pocałował mnie.
- Nie śpieszy mi się. - Uśmiechnęłam się i podałam mu 2 torby. Sama wzięłam jedną walizkę. Zeszliśmy na dół. Pożegnaliśmy się z tatą i wsiedliśmy do auta. Rozmawialiśmy o wszystkim. Kiedy zatrzymaliśmy się pod domem wysiadłam i poczekałam na Zayna, otworzył bagażnik i podał mi jedną torbę po czym wziął resztę. Weszliśmy do domu. Wszędzie był syf butelki po piwie i różne rzeczy.- Nie było mnie 3 godziny! - Krzyknął Zayn wybierając numer w telefonie. Ja stwierdziłam że posprzątam, zaczęłam zbierać śmieci i wrzucać do śmietnika. Kiedy podniosłam worek do góry, pękł. Podbiegł do mnie Zayn i pomógł mi wszystko pakować do następnego worka. Wśród śmieci zobaczyłam karteczkę z numerem. Byłam pewna że to od jakieś laleczki. Kiedy wzięłam ją i rozwinęłam ukazał mi się numer Harrego. Spojrzałam na Zayna.
- Co to kurwa jest?! - Pokazałam mu karteczkę.
Przepraszam że tak długo nie pisałam, nie miałam czasu. Przepraszam jeżeli rozdział nie będzie pojawiał się codziennie ;c xx
środa, 7 sierpnia 2013
Rozdział 16
** Oczami Nialla **Od dawna o tym marzyłem, Miley jest śliczna. Nie interesowało mnie to że chodzi z Zaynem, ze mną byłoby jej lepiej. Kiedy dobierałem się do jej stanika po prostu wstała z łóżka i stanęła przy drzwiach.
- Kurwa nie! Tak nie będzie! - Wziąłem ją na ręce i rzuciłem na łóżko. Nie miałem w planach gwałtu ale nic innego mi nie pozostawało.
- Jak się Zayn dowie to.. - Przerwałem jej.
- Zayn się nie dowie. - Uderzała o mój tors, pojedyncze łzy spływały po jej policzkach. Ja nie mogę. Nie mogę jej tego zrobić, zszedłem z niej. Złapała ubrania i wybiegła z mojej sypialni. Co ja zrobiłem?
** Oczami Miley **
Czemu? Czemu ja? Wszyscy chcą mnie tylko w łóżku, jestem jakąś dziwką czy co? Zaczęłam się ubierać, poszłam do łazienki i zmywałam makijaż kiedy w odbiciu lustra zobaczyłam stojącego Nialla.
- Czego ty jeszcze chcesz? - Warknęłam na niego.
- Przepraszam, nie powinienem. - Powiedział ze spuszczoną głową.
- No, nie powinieneś. - Podeszłam do niego.
- Powiesz Zaynowi prawda? - Spojrzał znowu w moje oczy.
- Nie, nie powiem mu. Do niczego nie doszło. - Wyszłam z łazienki i usiadłam na łóżku.
- Ja nie wiem jak mam ci podziękować. - Uśmiechnął się i mnie przytulił.
- Nie musisz. - Uśmiechnęłam się i wstałam, zeszłam na dół. Na dolę siedzieli już Lou, Zayn, Demi i 2 innych chłopaków. Nie było wolnego miejsca więc ustałam przy ścianie. Wszyscy rozmawiali jednak nie mogłam wsłuchać się w rozmowę. Zakręciło mi się w głowie słyszałam jak upadam, nic nie pamiętam.
** Oczami Zayna**
Upadła na ziemię. Boże kiedy ona w ogóle tu przyszła?! Zerwałem się z Louisem i zapakowaliśmy ją do auta, pojechaliśmy do szpitala, przyjęli ją od razu. Nie chcieli mnie w puścić więc zadzwoniłem po jej tatę. Przyjechał po 5 minutach, pozwolił lekarzowi mnie wpuścić. Usiedliśmy przy niej miała podłączone tysiąc kabelków, wyglądała tak niewinnie. Zacząłem rozmawiać z jej tatą.
- No Zayn, jak myślisz co jej jest? - Spojrzał na mnie ze spojrzeniem mordercy.
- Nie mam pojęcia. Lekarz nic nie mówił. - Uśmiechnąłem się, on jednak się nie śmiał.
- Co zrobisz jak będzie w ciąży? Co? Myślałeś w ogóle o tym? - Przez chwilę się zastanawiałem, chcę mieć dzieci? Może nie. Za ramiona złapał mnie jej tata i potrząsnął mną.
- Jeżeli nie jesteś gotowy na ciążę to lepiej żebyś wycofał się teraz niż jak będzie w ciąży. - Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć.
- Nie zostawię jej, nawet jak będzie w ciąży.
- Muszę poznać twoich rodziców. - Powiedział.
- Ale, ja nie mam rodziców. Mieszkam z 2 kolegami.
- Chcesz mieć swój dom?
- Dobrze mi tam.
- Chciałem kupić wam dom.
- A to Miley nie może się do mnie wprowadzić? - Spojrzał na nią a potem na mnie. Miley otworzyła oczy. On tego nie widział.- Niech zamieszka u ciebie. - Uśmiechnąłem się. Miley również się uśmiechnęła, jej tata odwrócił się w jej stronę i przywitał się z nią.
- Dziękuje panu. - Podałem mu rękę.
- Jaki pan, teraz albo mów mi tato albo Harvey. - Zaśmiał się.
- Dobrze tato. - Miley również się śmiała, po chwili t
ata nas opuścił, wszedł Lou a zanim doktor.
- Panie doktorze co z nią? - Uśmiechnął się.
- Tylko zasłabła, musi jeść więcej witamin, Jutro będzie mogła wyjść.
- Dziękuje panu. - Posłał nam uśmiech i wyszedł. Louis patrzył się na mnie.
- I co teraz? - Zapytał.
- Miley z nami zamieszka. - Uśmiechnął się.
Czytasz? - Skomentuj. Wasze komentarze dają mi największą motywacje ;)) x
wtorek, 6 sierpnia 2013
Rozdział 15
- Zayn ja, ja jestem gotowa. - Chciałam to zrobić z nim, z chłopakiem którego kocham.
- Tutaj? - Zaśmiał się.
- Jak chcesz.. - Nie byłam pewna co mam robić.
- Zróbmy to tutaj. - Uśmiechnął się szeroko. Po chwili wstał i zaczął się rozbierać. Przechylił mnie tak że leżałam. Wbił się w moje usta a drugą ręką zaczął mnie rozbierać. Podobało mi się. Był taki delikatny.
- Chcesz wziąć go do.. - Pokiwałam przecząco głową, nie byłam gotowa. Rozszerzył delikatnie moje nogi i zniknął między udami. Zaczęłam cicho pojękiwać. Kiedy skończył wyjął z kieszeni prezerwatywę i sprawnie rozerwał opakowanie, założył ją i jeszcze bardziej rozszerzył moje nogi. Całował mnie po szyi, pewnie tylko po to żeby oderwać moją uwagę, wszedł we mnie. Poczułam go tam, zaczął się poruszać, jęczałam głośno nasze głosy łączyły się w jedność. W końcu poczułam coś innego parę sekund rozkoszy. Opadł na mnie. Byłam bardzo zmęczona ale i spełniona. Zszedł ze mnie, zdjął prezerwatywę i zaczął się ubierać. Zrobiłam to samo, usiedliśmy.
- Podobało ci się? - Spojrzał na mnie.
- Tak, jesteś cudowny. - Uśmiechnęłam się i pocałowałam go.
- No, mam nadzieje że to powtórzymy. - Zaśmiał się i odwzajemnił pocałunek.
- Oczywiście Zayn. - Wstał i podał mi rękę. Wstaliśmy. Szliśmy powoli do auta.
- Zayn, po co kazałeś wziąć mi kostium? - Spojrzał na mnie.
- Bo będziemy się niedługo kąpać. - Zaśmiałam się. Objął mnie ramieniem. Doszliśmy do auta. Wsiedliśmy i Malik odpalił je. Spojrzałam na telefon była już 18. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Dojechaliśmy pod jego dom, weszliśmy do środka. Demi siedziała w kuchni i przygotowywała jedzenie.
- Hej, dobrze że jesteście. - Powiedziała i uśmiechnęła się.
- Co robisz? - Zapytałam.
- Louis stwierdził że dzisiaj musimy coś uczcić. -Nie miałam pojęcia o co chodzi.
- Ale co? - Zapytał Zayn.
- Nie wiem sam z nim pogadaj.
- A gdzie on jest?
- U siebie. - Zayn ruszył na górę po schodach, ja podeszłam do Demi.
- Pomóc ci? - Zaśmiała się.
- Tak jak możesz, pokrój pomidora. Uśmiechnęłam się i zabrałam się za krojenie. Kiedy skończyłyśmy Demi się pożegnała i opuściła dom, po paru minutach wrócił Zayn, Lou i Niall. Zayn pożegnał się i wyszedł razem z Louisem, Niall został w salonie i oglądał telewizje. Siedziałam w tym czasie w kuchni i jadłam kanapki. Przyłapałam parę razy jak blondyn na mnie spogląda.
- Miley? Zrobisz mi kanapeczki? - Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Okej, a z czym?
- Z serem. - Szeroko się uśmiechnął. Zrobiłam kanapki i postawiłam na stoliku przed nim. Usiadłam przy nim i patrzyłam w telewizor. Kiedy zjadł opadł na kanapę.
- Dziękuje, pyszne były. - Poklepał się po brzuchu.
- Jak każde. - Uśmiechnęłam się.
- Nie, ty robisz wyjątkowe. - Spojrzał mi w oczy, mogłabym w nich utonąć.
- Nie prawda. - Nie przerywał kontaktu wzrokowego.
- Ogólnie wszystko co robisz jest wyjątkowe. - Delikatnie chwycił mój podbródek i musnął moje usta.
- Co my robimy? - Odsunęłam się od niego.
- To co chcemy. - Wziął mnie na ręce, zaniósł mnie do siebie, położył mnie na łóżku i zaczął mnie całować, nie mogłam go powstrzymać.
Jak myślicie, czy Miley zdradzi Zayna ? :3 Czytasz? - Skomentuj, komentarze dają mi motywacje do pisania ;)) x
- Tutaj? - Zaśmiał się.
- Jak chcesz.. - Nie byłam pewna co mam robić.
- Zróbmy to tutaj. - Uśmiechnął się szeroko. Po chwili wstał i zaczął się rozbierać. Przechylił mnie tak że leżałam. Wbił się w moje usta a drugą ręką zaczął mnie rozbierać. Podobało mi się. Był taki delikatny.
- Chcesz wziąć go do.. - Pokiwałam przecząco głową, nie byłam gotowa. Rozszerzył delikatnie moje nogi i zniknął między udami. Zaczęłam cicho pojękiwać. Kiedy skończył wyjął z kieszeni prezerwatywę i sprawnie rozerwał opakowanie, założył ją i jeszcze bardziej rozszerzył moje nogi. Całował mnie po szyi, pewnie tylko po to żeby oderwać moją uwagę, wszedł we mnie. Poczułam go tam, zaczął się poruszać, jęczałam głośno nasze głosy łączyły się w jedność. W końcu poczułam coś innego parę sekund rozkoszy. Opadł na mnie. Byłam bardzo zmęczona ale i spełniona. Zszedł ze mnie, zdjął prezerwatywę i zaczął się ubierać. Zrobiłam to samo, usiedliśmy.
- Podobało ci się? - Spojrzał na mnie.
- Tak, jesteś cudowny. - Uśmiechnęłam się i pocałowałam go.
- No, mam nadzieje że to powtórzymy. - Zaśmiał się i odwzajemnił pocałunek.
- Oczywiście Zayn. - Wstał i podał mi rękę. Wstaliśmy. Szliśmy powoli do auta.
- Zayn, po co kazałeś wziąć mi kostium? - Spojrzał na mnie.
- Bo będziemy się niedługo kąpać. - Zaśmiałam się. Objął mnie ramieniem. Doszliśmy do auta. Wsiedliśmy i Malik odpalił je. Spojrzałam na telefon była już 18. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Dojechaliśmy pod jego dom, weszliśmy do środka. Demi siedziała w kuchni i przygotowywała jedzenie.
- Hej, dobrze że jesteście. - Powiedziała i uśmiechnęła się.
- Co robisz? - Zapytałam.
- Louis stwierdził że dzisiaj musimy coś uczcić. -Nie miałam pojęcia o co chodzi.
- Ale co? - Zapytał Zayn.
- Nie wiem sam z nim pogadaj.
- A gdzie on jest?
- U siebie. - Zayn ruszył na górę po schodach, ja podeszłam do Demi.
- Pomóc ci? - Zaśmiała się.
- Tak jak możesz, pokrój pomidora. Uśmiechnęłam się i zabrałam się za krojenie. Kiedy skończyłyśmy Demi się pożegnała i opuściła dom, po paru minutach wrócił Zayn, Lou i Niall. Zayn pożegnał się i wyszedł razem z Louisem, Niall został w salonie i oglądał telewizje. Siedziałam w tym czasie w kuchni i jadłam kanapki. Przyłapałam parę razy jak blondyn na mnie spogląda.
- Miley? Zrobisz mi kanapeczki? - Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Okej, a z czym?
- Z serem. - Szeroko się uśmiechnął. Zrobiłam kanapki i postawiłam na stoliku przed nim. Usiadłam przy nim i patrzyłam w telewizor. Kiedy zjadł opadł na kanapę.
- Dziękuje, pyszne były. - Poklepał się po brzuchu.
- Jak każde. - Uśmiechnęłam się.
- Nie, ty robisz wyjątkowe. - Spojrzał mi w oczy, mogłabym w nich utonąć.
- Nie prawda. - Nie przerywał kontaktu wzrokowego.
- Ogólnie wszystko co robisz jest wyjątkowe. - Delikatnie chwycił mój podbródek i musnął moje usta.
- Co my robimy? - Odsunęłam się od niego.
- To co chcemy. - Wziął mnie na ręce, zaniósł mnie do siebie, położył mnie na łóżku i zaczął mnie całować, nie mogłam go powstrzymać.
Jak myślicie, czy Miley zdradzi Zayna ? :3 Czytasz? - Skomentuj, komentarze dają mi motywacje do pisania ;)) x
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Rozdział 14
- Ja, ja sypiałem z jego dziewczyną.- Zajebiście. - Wstałam i schodziłam na dół.
- O co ci chodzi? To było dawno. - Zatrzymał mnie na schodach.
- O co mi chodzi?! Ile miałeś dziewczyn przede mną Zayn.
- No..
- Ile?!
- Nie wiem z 20? Może trochę więcej.
- Jesteś idiotą. - Zbiegłam na dół.
- To chyba normalne. - Zbegł za mną i złapał mnie za rękę.
- Normalne? Jak to może być normalne?! - Nie rozumiałam jego toku myślenia.
- Sama zapewne miałaś już z 10 chłopaków, nie oskarżaj mnie.
- Nie Zayn. Nie. Jesteś moim pierwszym. Pierwszym który mnie dotykał, pierwszym u którego spałam, pierwszym który zaprosił mnie gdzieś. - Powiedziałam to. Poszłam usiąść na sofie. Lou czytał gazetę, kątem oka zerkał na mnie.
- Przepraszam ja nie wiedziałem. - Podszedł i usiadł koło mnie.
- Myślisz że przepraszam załatwi wszystko?
- Zabiorę cię na zakupy. - Uśmiechnął się a ja nic nie rozumiałam.
- Nie możesz kupować mi ciuchów na pocieszenie.
- To co ja mam robić? - Spojrzał się na Louisa a potem znowu na mnie.
- Może po prostu spędzisz z nią trochę czasu? - Powiedział Lou przewracając kolejną stronę.
- Nie ciebie się pytałem. - Warknął na niego Zayn.
- Bardzo chętnie. - Zaśmiałam się do Louisa.
- No dobrze. To pożycz od Demi jakieś rzeczy i jedziemy.
- Będę za 10 minut. - Pobiegłam na górę. Do pokoju Demi, zapukałam.
- Chwileczkę! - Krzyknęła.
- To ja. - Szybko otworzyła, pokój miała zamknięty na zamek. Weszłam do środka i nie mogłam uwierzyć kto stał w oknie.
- Co ty odpierdalasz?! Przecież Zayn jest na dole! - W oknie stał Nick.
- Wiem, ale wychodzicie. - Uśmiechnęła się.
- Racja, ale nie ryzykuj już.
- Wiem, wiem.
- Pożyczysz mi jakieś ciuchy? - Spojrzałam w stronę szafy.
- Bierz co chcesz. - Uśmiechnęłam się, weszłam do środka i wzięłam bardzo ładny komplet. http://m.ocdn.eu/_m/7ead83e1a9743533bb795b8b9bb60e05,62,37.jpg Podziękowałam Demi i zeszłam na dół, na mój widok Zayn się uśmiechnął. Pożegnał się z Louisem i wyszliśmy. Szedł już w stronę auta gdy go zatrzymałam.
- Nie jedziemy.
- Ty chyba zwariowałaś.
- Nie, cały czas tym jeździmy. Czas wyprostować nogi.
- Jeszcze będą cie dzisiaj boleć nogi, wsiadaj. - Zrobiłam co mi kazał. Jechaliśmy w ciszy. Po chwili zatrzymał się pod moim domem.
- Idź, powiedz tacie że zostajesz u mnie i weź rzeczy plus strój kąpielowy co ci kupiłem. - Wyszłam bez słowa. Otworzyłam drzwi. Tata siedział w salonie z jakąś kobietą w ciąży.
- Oo Miley w końcu jesteś! To jest Camille, będzie z nami mieszkać. - Najpierw ten idiota a teraz jakaś babka? co to hotel?! Byłam zła.
- Miley. - Podałam jej rękę.
- Camille. - Uśmiechnęła się.
- Więc, Camille jest w ciąży.
- Widzę.
- Będziesz miała siostrzyczkę.
- Aha, fajnie. - Nie zbyt mnie to interesowało.
- Cieszysz się?
- Skaczę z radości. Tato ja to końca tygodnia zostaje u Zayna.
- Zaraz, zaraz. Chodzisz z nim?
- Tak..
- Bardzo się ciesze. Wygląda na fajnego.
- Tak jasne, idę się spakować. - Poszłam na górę i wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy. Zeszłam na dół, pożegnałam się z nimi i poszłam do Zayna. Wsiadłam do auta, zmierzył mnie wzrokiem.
- Co tak długo?- Tata ma dziewczynę która jest w ciąży i musiał mi ją przedstawić..
- Aha.
Znowu jechaliśmy w ciszy, w końcu dojechaliśmy na jakąś łąkę. Było tam pięknie i pusto.
- Podoba ci się? - Zapytał łapiąc mnie za rękę.
- Oczywiście. - Odpowiedziałam.
- Przebież się w kostium.
- Ale jak? Tu przecież..
- Nie ma tu nikogo oprócz nas, a mnie się nie wstydzisz prawda? - Uśmiechnął się. Wstałam i się przebrałam. Położyłam się koło Malika. Patrzyliśmy sobie w oczy, przerwałam tę cisze.
- Zayn ja, ja jestem gotowa. - Chciałam to zrobić z nim, z chłopakiem którego kocham.
Przepraszam że nie dodawałam ale musiałam przemyśleć co zrobić dalej, niedługo Niall wkroczy do akcji. :) 7 komentarzy i następny xx
piątek, 2 sierpnia 2013
Rozdział 13
Ruszyłem w jego stronę, rzuciłem go na ziemię. Niall zabrał Miley.
** Oczami Miley **
Płakałam. Niall niósł mnie, wszyscy obecni patrzyli się na nas. Słyszałam jak nas obgadują. Zaniósł mnie do sypialni Zayna, położył mnie na łóżku i usiadł na krawędzi.
- Zrobił to? - Zapytał.
- Nie, nie doszło do tego. - Uśmiechnęłam się.
- To dobrze. - Posłał mi ciepły uśmiech.
- Niall, co Zayn mu zrobił.
- Nie wiem czy mogę ci powiedzieć.
- Proszę.
- Porozmawiaj z Zaynem.
- On mi nie powie. Nigdy nic mi nie powie.
- Już taki jest, nic nie poradzisz.
- Powiedz mi że on mnie nie wykorzysta. - Powiedziałam z nadzieją że odpowie nie.
- Nie wiem, czasem po prostu bzyka panienki a czasem naprawdę się zakochuje.
Nie odpowiedziałam, uśmiechnęłam się. Do sypialni wleciał Zayn.
- Skarbie nic ci nie jest?! - Usiadł koło mnie.
- Nie, nie doszło do niczego. - Pogłaskał mnie po policzku.
- Zabiłbym chuja.
- Co mu zrobiłeś? - Zaniepokoiłam się.
- Dostał w mordę a co?
- Nie, nic. - Poczułam się bezpieczna. Niall opuścił sypialnie. Zayn położył się przy mnie i przytulił mnie.
- Dziękuje ci, gdybyś nie przybiegł to.. - Chciało mi się płakać.
- Już dobrze. - Złożył delikatny pocałunek na moim czole.
- Kocham cię.- Uśmiechnął się.
- Też cię kocham.
- Idź się baw, ja tu zostanę.
- Nie zostawię cię.
- To twoja impreza, musisz tam być.
- Dobrze, Jak coś to dzwoń. - Wyszedł. Zasnęłam. Rano obudziłam się w jego ramionach. Delikatnie wstałam i poszłam do łazienki pod prysznic, założyłam długą koszulkę Zayna.
Zeszłam na dół. Na dolę siedział Louis z Demi.
Rozmawiali.
- Heej. - Uśmiechnęłam się.
- Cześć - Odpowiedzieli równocześnie. - Poszłam do kuchni, kiedy nalewałam sonie soku podsłuchałam ich rozmowę.
- Nick tak? Nie ma sprawy nie powiem mu.
- Dzięki Lou.
Poszłam do nich i usiadłam na przeciwko.
- Demi mogę pożyczyć jakieś ciuchy? - Uśmiechnęła się.
- Oczywiście, przy okazji oddam ci twoje.
- Okej. Ale to potem. Idę do Zayna.
- Dobrze. - Poszłam na górę, Malik mył zęby. Usiadłam na łóżku. Kiedy wrócił usiadł koło mnie.
- Jak się czujesz? - Zapytał.
- Dobrze. - Uśmiechnął się.
- Zayn powiedz mi co zrobiłeś Liamowi. - Jego uśmiech znikł.
- To nie ważne.
- Nie, Zayn to jest ważne.
- Ja, ja sypiałem z jego dziewczyną.
Przepraszam że tak późno ale wcześniej nie miałam czasu :c Czytasz? = Zostaw komentarz ;) xx
7 komentarzy i następny ;3 x
** Oczami Miley **
Płakałam. Niall niósł mnie, wszyscy obecni patrzyli się na nas. Słyszałam jak nas obgadują. Zaniósł mnie do sypialni Zayna, położył mnie na łóżku i usiadł na krawędzi.
- Zrobił to? - Zapytał.
- Nie, nie doszło do tego. - Uśmiechnęłam się.
- To dobrze. - Posłał mi ciepły uśmiech.- Niall, co Zayn mu zrobił.
- Nie wiem czy mogę ci powiedzieć.
- Proszę.
- Porozmawiaj z Zaynem.
- On mi nie powie. Nigdy nic mi nie powie.
- Już taki jest, nic nie poradzisz.
- Powiedz mi że on mnie nie wykorzysta. - Powiedziałam z nadzieją że odpowie nie.
- Nie wiem, czasem po prostu bzyka panienki a czasem naprawdę się zakochuje.
Nie odpowiedziałam, uśmiechnęłam się. Do sypialni wleciał Zayn.
- Skarbie nic ci nie jest?! - Usiadł koło mnie.
- Nie, nie doszło do niczego. - Pogłaskał mnie po policzku.
- Zabiłbym chuja.
- Co mu zrobiłeś? - Zaniepokoiłam się.
- Dostał w mordę a co?
- Nie, nic. - Poczułam się bezpieczna. Niall opuścił sypialnie. Zayn położył się przy mnie i przytulił mnie.
- Dziękuje ci, gdybyś nie przybiegł to.. - Chciało mi się płakać.
- Już dobrze. - Złożył delikatny pocałunek na moim czole.
- Kocham cię.- Uśmiechnął się.
- Też cię kocham.
- Idź się baw, ja tu zostanę.
- Nie zostawię cię.
- To twoja impreza, musisz tam być.- Dobrze, Jak coś to dzwoń. - Wyszedł. Zasnęłam. Rano obudziłam się w jego ramionach. Delikatnie wstałam i poszłam do łazienki pod prysznic, założyłam długą koszulkę Zayna.
Zeszłam na dół. Na dolę siedział Louis z Demi.
Rozmawiali.
- Heej. - Uśmiechnęłam się.
- Cześć - Odpowiedzieli równocześnie. - Poszłam do kuchni, kiedy nalewałam sonie soku podsłuchałam ich rozmowę.
- Nick tak? Nie ma sprawy nie powiem mu.
- Dzięki Lou.
Poszłam do nich i usiadłam na przeciwko.
- Demi mogę pożyczyć jakieś ciuchy? - Uśmiechnęła się.
- Oczywiście, przy okazji oddam ci twoje.
- Okej. Ale to potem. Idę do Zayna.
- Dobrze. - Poszłam na górę, Malik mył zęby. Usiadłam na łóżku. Kiedy wrócił usiadł koło mnie.
- Jak się czujesz? - Zapytał.
- Dobrze. - Uśmiechnął się.
- Zayn powiedz mi co zrobiłeś Liamowi. - Jego uśmiech znikł.
- To nie ważne.
- Nie, Zayn to jest ważne.
- Ja, ja sypiałem z jego dziewczyną.
Przepraszam że tak późno ale wcześniej nie miałam czasu :c Czytasz? = Zostaw komentarz ;) xx
7 komentarzy i następny ;3 x
Co do zmian.
Jak widzicie wygląd się zmienił. Wszystko się zmieniło. Wiem, wygląda to okropnie. Niestety ten wygląd zostanie do póki nie znajdę kogoś kto będzie mógł zrobić tło. Jeżeli potraficie robić tła na zamówienie lub znacie kogoś kto potrafi bardzo proszę żebyście skontaktowali się ze mną. Emailem, twitterem lub w komentarzu. Szukałam jakiejś stronki która się tym zajmuję ale nic nie znalazłam.. :c Bardzo was przepraszam :// xx
czwartek, 1 sierpnia 2013
Rozdział 12
- Ale czemu miałby to zrobić? - Pogubiłam się.- Miley ty nie wiesz że.. - Rozpłakała się.
- Chodź usiądź. - Poklepałam miejsce obok siebie. Usiadła.
- Bo on mi zabronił sypiać z chłopakami. - Płakała w poduszkę.
- To z dziewczynami masz spać?! - Nie rozumiałam nic.
- Bo on raz zapłacił za usunięcie ciąży.
- Kogo ciąży?!
- Mojej.
- Ile miałaś lat? - Byłam w szoku.
- 16... - Płakała coraz bardziej.
- No okej, nie powiem mu.
- Dziękuje ci. - Przytuliłam ją.
- A teraz idź się ogarnij i musisz gdzieś iść bo za godzinę przyjeżdża Zayn.
- Pójdę do domu. - Uśmiechnęła się. Poszła do mojej garderoby.
- Dzięki. - Rzucił przez ramię Nick.
- Chodź tu. - Usiadł koło mnie.
- Co chcesz?
- Tylko nie zrób jej dziecka.
- Nie jestem głupi.
- No nie wiem. - Zaśmiałam się
- Bardzo śmieszne. - Wyszedł do siebie. Demi wróciła już umalowana i przebrana, wyglądała bardzo ładnie.
- Jesteś pewna że mogę pożyczyć? - Zapytała.
- Oczywiście. - Uśmiechnęłam się.
- Jeszcze raz dziękuje. - Pocałowała mnie w policzek po czym pożegnała się z Nickiem i wyszła.- And all your little things.. - Nuciłam sobie pod nosem wybierając ubranie na dzisiejszy wieczór, wybrałam to co Zayn kiedyś mi przyniósł. Do tego dobrałam wysokie czarne szpilki. Nie lubiłam się tek ubierać, ale chciałam zadowolić Zayna. Kiedy byłam już gotowa weszłam na facebooka. Dużo ludzi pisało o imprezie, która odbędzie się u Zayna w domu. Zastanawiało mnie czy Demi wie o imprezie. Dostałam wiadomość od nieznanego numeru. '' Hej śliczna, spotkamy się dzisiaj'' Zastanawiało mnie od kogo to. Na pewno nie od Zayna. Po chwili do pokoju wszedł Nick.
- Jak wyglądam? - Zapytał.
- Fajnie, gdzie idziesz?
- Na imprezę do Demi. - Zajebiście.
- Jak do Demi?!
- Znaczy się do jej brata.
- A masz zaproszenie? - Zaśmiałam się.
- Tak od Demi.
- No dobra, nie pytam o więcej.
- A ty gdzie idziesz?
- Na imprezę do Zayna. - Zaśmiał się.
- A mogę się z tobą zabrać? Nie chce jechać taksówką.
- Zayn po mnie przyjeżdża.
- To nie, pa. - Wyszedł. Spojrzałam na godzinę, była już 19.50 Zeszłam na dół by się napić. Zadzwonił dzwonek, poszłam otworzyć, Zayn. Zamknęłam dom i wsiadłam z nim do auta. Jechaliśmy w ciszy, przerwałam ją.
- Znasz Nicka?
- Nie.
- Aha.
- A powinienem znać?
- Nie, tak się pytam.
Auto się zatrzymało, wysiedliśmy i weszliśmy do środka. Było tam dużo ludzi.
- Nie obrazisz się jak cię na chwile zostawię? - Zapytał.
- Niee, poczekam tutaj. - Odszedł. Usiadłam na sofie. Usiadł koło mnie jakiś chłopak. Gdzieś już go widziałam.
- Dostałaś smsa? - Zapytał i uśmiechnął się.
- Jakiegoś dostałam.
- Chodź. - Złapał mnie za rękę i zaprowadził do garażu.
- Czego ty ode mnie chcesz.
- Coś ci dać. - Wszedł na szafkę i jakąś kamerę skierował w przeciwną stronę.
- Kuźwa co?!
- Usiądź tu. - Wskazał mi jakąś szafkę.
- A teraz bądź grzeczna. - Już wiedziałam kto to, był to Liam.
- Zostaw mnie! - Przytrzymał mnie i zaczął mnie rozbierać. Krzyczałam ale nic sobie z tego nie robił.
- Zrobię mu to samo co on zrobił mi. - Bałam się go. Kontynuował swoją czynność.
** Oczami Zayna **
Załatwiłem wszystko i wróciłem do salonu, spojrzałem na kanapę. Nie było tam jej. Poszedłem do kuchni, nie ma. Byłem w każdym pomieszczeniu w domu, nie było jej. Dzwoniłem. Telefon leżał na kanapie. Pobiegłem do Louisa.- Widziałeś Miley?!
- Czekaj, chyba wychodziła z kimś.
- Gdzie?!
- Nie wiem, wychodziła.
- Ale z kim.
- Z jakimś chłopakiem w zielonej koszuli. - 100 myśli przeleciało mi przez głowę. Porwali ją? Nie to nie możliwe. Postanowiłem szukać jej z Niallem, byłem gotowy na szukanie jej po całym mieście. Kiedy wyszliśmy na podjazd usłyszałem krzyki dochodzące z garażu. Pobiegłem tam, była, z tym gnojem.
7 komentarzy i następny. Czytasz? = Skomentuj. ;)) xx
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





